Informacje 2008

04.12.08

 

Otwarcie XVI Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć FilmowychCamerimage (który trwać będzie do 6 grudnia), wiązało się z wyjątkowym wydarzeniem. Zeszłoroczną nagrodę Brytyjskiego Stowarzyszenia Operatorów Filmowych za zdjęcia do filmu „Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” odebrał wybitny operator Roger Deakins. Dodatkowo, jako pierwszy z filmów konkursu głównego, pokazano jego najnowsze dzieło – film „Wątpliwość”, z Meryl Streep i Philipem Seymourem Hoffmanem w rolach głównych. Seans, co warto podkreślić, odbył się na tydzień przed światową premierą filmu. 

„Wątpliwość” jest ekranizacją dramatu „Doubt” Johna Patricka Shanleya, w reżyserii samego autora. Sztukę wyróżniono nagrodą Pulitzera w 2005 roku. Na Broadwayu grano ją aż 525 razy! Dramat zdobył także cztery prestiżowe nagrody Tony, we wszystkich najważniejszych kategoriach. W Polsce wystawił go Piotr Cieplak, na scenie warszawskiego Teatru Polonia, z Aleksandrą Konieczną i Cezarym Kosińskim w głównych rolach. 

Jest rok 1964. Katolicka szkoła w nowojorskiej dzielnicy Bronx. Zarządza nią nieznosząca sprzeciwu siostra Alojzyna (Streep), wyznawczyni surowych zasad. Zaczyna podejrzewać lubianego przez wychowanków ojca Flynna (Hoffman), że molestował jednego ze swych podopiecznych, czarnoskórego dwunastolatka. Do swych racji usiłuje przekonać mającą co do zachowania księdza pewne wątpliwości młodą nauczycielkę, siostrę James (Amy Adams). 

Adaptacji filmowej podjął się słynny niezależny producent filmowy Scott Rudin, szef wytwórni Miramax. Wraz z Shanleyem zgromadził na planie plejadę absolutnie wybitnych współpracowników. Shanley wspominał, że do pisania skłonił go między innymi coraz niższy poziom dyskusji prasowych i telewizyjnych na drażliwe tematy. – Ludzie skrajnie pewni swoich racji bez ustanku na siebie wrzeszczą. Nikt nie ma odwagi powiedzieć „nie wiem”. W większości filmów reżyserzy udzielają dobitnej odpowiedzi na zadane pytania. Naszym zamiarem było pozostawić publiczność z wrażeniem: jakie to dobrze postawione pytanie – komentował pisarz i zarazem reżyser.

Na polskich ekranach film pojawi się 20 lutego, a już w sobotę, 6 grudnia – rozdanie Złotych Żab. Sporą szansę na nagrodę ma „Wątpliwość”.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

26.11.08

 

Już w najbliższy piątek (28 listopada) na ekranach kin rozbłyśnie nowa gwiazda – pies z rodowodem Disneya: „Piorun”

Tytułowy bohater nowej animacji to najprawdziwszy gwiazdor niezwykle popularnego serialu telewizyjnego – pies, który od szczeniaka wychowywał się na planie filmowym i nie ma zielonego pojęcia o prawdziwym życiu. Teraz będzie musiał stawić czoło (a raczej pysk) realnemu światu: Nowemu Jorkowi i zwykłej psiej egzystencji, z dala od jupiterów. 

W oryginalnej wersji językowej głównym postaciom głosów użyczają John Travolta (pies Piorun) i serialowa Hannah Montana – Miley Cyrus (pani Pioruna, Penny). Ten egzotyczny duet przy okazji „Pioruna” popełnił wspólny utwór. Piosenka zatytułowana jest „I Thought I Lost You” i bardzo skutecznie promuje film.  

Travolta był niezwykle zadowolony z tej współpracy: – Cały kraj kocha Miley tak samo jak ja. Ona ma w sobie to, co miała Olivia Newton-John w czasach „Grease”.  

Miley Cyrus wyznała zaś: – Od dawna chciałam pracować z Johnem Travoltą. Udało się i bardzo się z tego cieszę. Stała bohaterka plotkarskich kolumn zdradziła, że ta przygoda była również spełnieniem marzenia jej matki: – Moja mama była ogromnie szczęśliwa, że będę z nim pracowała. Powiedziała mi, że miała kiedyś na ścianie jego plakat. Odparłam, żeby zachowała to dla siebie do momentu, kiedy go pozna!

Gwiazda i gwiazdka spotkali się również na planie teledysku do piosenki oraz na światowej premierze „Pioruna”. Ciekawe, czy mama Miley wykorzystała ten moment, by opowiedzieć Travolcie o swoich dziecięcych fascynacjach...

„Piorun” w polskiej wersji językowej w kinach od najbliższego piątku również w technologii 3D.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

24.11.08

 

Legendarny producent ze studia Disneya John Lasseter, tuż po amerykańskiej premierze swojego najnowszego filmu „Piorun” (27 milionów dolarów zarobionych w pierwszy weekend), uchyla rąbka tajemnicy kuchni produkcyjnej.

Jak wiadomo, w ostatnich latach tzw. pokazy fokusowe święcą w Hollywood triumfy. Producenci potrafią przemontować cały film, kierując się wynikami takich prób. Lasseter jest daleki od podobnego podejścia. Pokazy fokusowe w jego wydaniu ograniczają się do wieczornego seansu z… żoną i piątką synów. – Od lat to im pierwszym pokazuję fragmenty filmów i pilnie obserwuję ich reakcję – wyznaje producent. – Wierzcie mi, że dzieciaki nie usiedzą na miejscu, jeśli historia ich nie wciągnie, po prostu wychodzą z pokoju. Nancy ma zwykle wiele uwag, które zawsze sobie spisuję. Co do dzieciaków, to ważnym sygnałem są także ich reakcje w samochodzie, gdy wracamy z kina. Czy się śmieją, czy mówią o filmie, cytują powiedzonka. Jeśli siedzą cicho albo mówią o czym innym – to zły znak. To oznacza, że tego filmu nie będą chciały oglądać i inne dzieci. W przypadku „Pioruna”, pierwsze, co zwróciło moją uwagę to to, że chłopcy zapamiętali mnóstwo kwestii chomika Atylli (w polskiej wersji językowej – Tomasz Karolak). 

Wnioskując po oszałamiających wynikach jego filmów (Toy Story, Dawno temu w trawie, Auta), synowie, a zarazem pierwsi i kluczowi recenzenci Lassetera, wyrosną na kolejne pokolenie wyjątkowo utalentowanych producentów. 

Reżyser Byron Howard przyznaje, że Lasseter ma niebywałego nosa do sztuki filmowej. – Moim zdaniem, kluczem do sukcesów filmów Johna jest wiarygodność – mówi. – Nie dąży on do realizmu, wiernego odwzorowywania rzeczywistości, ale do wiarygodności postaci, ich zachowań i całej fabuły. Ekranowy świat, który tworzymy, musi mieć swoją konsekwentnie przestrzeganą logikę. Weźmy postać Pioruna. Uwzględniliśmy w niej całą masę dobrze podpatrzonych psich manieryzmów. Z drugiej strony jest on psem-gwiazdą. A więc konieczne było połączenie tych dwóch rodzajów zachowań. Równie pilnie oglądaliśmy filmy z psami, zwłaszcza produkcje disnejowskie, szczególnie animowane, jak i żywe psy, zapraszane do nas do studia i prowokowane do różnych zachowań – opowiada Howard. Podkreśla, że chociaż oczywistą inspiracją była tu wielka galeria disnejowskich psich bohaterów, z Pluto i dalmatyńczykami na czele, twórcy bardzo się strzegli, by choćby i nieświadomie nie powielać dawnych pomysłów. Szykuje się nam więc kolejna psia gwiazda! Piorun pewnie by się obraził, w końcu on gwiazdą już jest…

Pies Piorun gra w popularnym telewizyjnym serialu akcji zatytułowanym jego imieniem. Psi aktor przypadkowo trafia do Nowego Jorku i boleśnie poznaje, czym jest prawdziwe życie. Odbywa niebezpieczną podróż do swej właścicielki i jednocześnie gwiazdy wspomnianej serii, Penny. Towarzyszą mu wyjątkowo cyniczna kocica Marlena oraz chomik Atylla, maniakalny wręcz wielbiciel telewizji i fan przygód Pioruna. Pies przekona się na własnej skórze, że wcale nie posiada mocy godnych superbohatera, takich jak laserowe spojrzenie czy ogromna siła, którymi (dzięki filmowej iluzji i efektom specjalnym) dysponował w serialu... 

„Piorun” w polskiej wersji językowej z Borysem Szycem, Sonią Bohosiewicz i Tomaszem Karolakiem w rolach głównych, będzie wyświetlany również w wersji 3D. Na ekranach od 28 listopada.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

23.11.08

 

Kilka dni temu zakończyły się zdjęcia oraz dokrętki do komedii Olafa Lubaszenki "Złoty środek". Na obecnym etapie wiadomo już całkiem sporo - Przybylska będzie się przebierała za faceta, Wilczak zagra geja, Pazura wcieli się w praskiego cwaniaka, Kuna i Olszówka w fanki futbolu, Arciuch będzie luksusowa, Bobrowski będzie amantem, Kowalewski, jako minister, będzie prywatyzował co się da, a Jacyków ich wszystkich ubierze. Jednak Lubaszenko nie byłby sobą, gdyby nie zatrudnił w swoim filmie znanych osób także do epizodycznych ról. Tym razem wśród gości specjalnych pojawią się m.in.: piłkarz warszawskiej Legii i reprezentant Polski (a jakżeby inaczej w przypadku reżysera-maniaka piłki nożnej!) Roger Guerreiro, męska część Kabaretu Moralnego Niepokoju (Robert Górski i Mikołaj Cieślak) oraz piosenkarz Wojciech Gąssowski, który wraz z samym Lubaszenką wcieli się w rolę... dancingowego klezmera.

"Złoty środek" wkracza właśnie w etap postprodukcji; do kin trafi w marcu. Czas na chwilę refleksji po miesiącach intensywnej pracy na planie. Lubaszenko podsumowuje: - Polskie filmy z lat siedemdziesiątych są świetne, zawsze to powtarzam. "Poszukiwany, poszukiwana" jest bardzo dobrym przykładem, choć tam mamy odwrotną sytuację - mężczyzna udaje kobietę. Ale póki co, nie myślę o porównaniach, lecz o tym, żebyśmy dobrze zrobili nasz film. Jeśli później będzie go można porównać w korzystny sposób z jakimś wybitnym dziełem - będę bardzo zadowolony. 

Nie pozostaje nic innego jak cierpliwie poczekać do premiery. A więc - aby do wiosny! Przybylska z brodą? To trzeba będzie zobaczyć! 

"Złoty środek" to historia młodej dziewczyny z warszawskiej Pragi, Mirki (Anna Przybylska). Wychowana i zakochana w typowo praskim klimacie, wybrała jednak zasadniczo inną drogę życiową niż jej przyjaciele z dzieciństwa - ukończyła bowiem prestiżowy wydział prawa. Choć wydawać by się mogło, że jej zawód to wręcz ujma na honorze rodziny z cwaniackimi korzeniami, okazuje się być dla mieszkańców starej kamienicy ostatnią deską ratunku. Aby pomóc najbliższym, Mirka, używając osobistego wdzięku, wrodzonego sprytu i tricków rodem z Hollywood, będzie musiała zdobyć się na najbardziej zwariowany numer w całej dotychczasowej karierze...

Premiera filmu "Złoty środek" 13 marca 2009.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

14.11.08

 

Zbliża się premiera najnowszej produkcji Disneya – animacji „Piorun”. Film, zrealizowany jak zwykle z wielkim rozmachem, zadebiutuje w polskich kinach już 28 listopada.

„Piorun” to historia psa, który jest bohaterem popularnego telewizyjnego serialu akcji. Gdy psi aktor przypadkowo trafia do Nowego Jorku, boleśnie poznaje, czym jest prawdziwe życie. Odbywa wyjątkowo niebezpieczną podróż do swej właścicielki i jednocześnie gwiazdy wspomnianej serii, Penny. Pies prędko przekona się na własnej skórze, że wcale nie posiada mocy godnych superbohatera... 

Twórcy rodzimej wersji językowej zadbali o to, by rozmach widowiska był nie tylko widoczny, ale i słyszalny. Udało im się zaangażować do tytułowej roli Borysa Szyca, a ponadto zebrać w studiu nagraniowym silną reprezentację popularnego serialu „39 i pół”. I tak w jednej opowieści spotykają się znów Tomasz Karolak, Sonia Bohosiewicz i Krzysztof Stelmaszyk. Bohosiewicz wciela się w cyniczną kocicę Marlenę, Stelmaszyk gra doktora Ladazzo, a Karolak – chomika Atyllę. Ten ostatni to maniakalny wręcz wielbiciel telewizji i fan przygód Pioruna. – Pomyśleliśmy, że niezbędna będzie postać, która podsyca iluzje Pioruna – tłumaczył reżyser Chris Williams. – Na myśl przyszło nam jakieś domowe zwierzątko. Tak powstał Atylla, chomik o małym móżdżku, który bezustannie ogląda telewizję i bierze to, co widzi na ekranie, za rzeczywistość. Jest przekonany, że Piorun ma dokładnie takie możliwości, jakie prezentuje w swoim show.  

Współreżyser Byron Howard dodawał: – Nasz chomik jest niezwykle zabawnym elementem całej historii. Prowokuje bohaterów do działania, sprawia im ciągłe kłopoty. 

Sam Karolak w jednym z wywiadów przyznał: – Ciągle mnie nosi, nie potrafię usiedzieć w miejscu. (...) Zawsze sobie wymyślę jakiś cel, jakieś zadanie. Rozwalam wszelkie objawy stagnacji. Życie mnie kręci. 

To chyba idealny wybór do roli towarzysza Pioruna – Atylli… Ciekawe tylko, czy chomik będzie słuchał punk rocka jak Darek Jankowski w „39 i pół”?

„Piorun” w kinach od 28 listopada również w wersji 3D!

B.B.PR dla Forum Film Poland.

05.11.08

 

28 listopada w kinach pojawi się kolejny wielki hit z wytwórni Disneya. Tym razem legendarny producent John Lasseter proponuje młodym (i jak zwykle – nie tylko młodym!) widzom opowieść o psie, tytułowym Piorunie.

Piorun jest gwiazdą niezwykle popularnego telewizyjnego serialu akcji zatytułowanego jego imieniem, czyli „Piorun”. Gdy przypadkowo trafia do Nowego Jorku, boleśnie poznaje, czym jest prawdziwe życie. Odbywa wielce niebezpieczną podróż do swej właścicielki i jednocześnie gwiazdy wspomnianej serii, Penny. Towarzyszą mu wyjątkowo cyniczna kocica Marlena oraz chomik Atylla, maniakalny wręcz wielbiciel telewizji i fan przygód Pioruna. Pies bardzo prędko przekonuje się na własnej skórze, że wcale nie posiada mocy godnych superbohatera, takich jak laserowe spojrzenie czy ogromna siła, którymi dzięki filmowej iluzji i efektom specjalnym dysponował w serialu... 

Lasseter był zdania, że pomysł zawarty w scenariuszu jest niezwykle nośny, ponieważ (zwłaszcza dziś) dość powszechne jest mylenie rzeczywistości z obrazem filmowym, telewizyjnym czy pochodzącym z Internetu. Bohater filmu jest skrajnym przykładem tej niezbyt zdrowej tendencji. – To rzecz o psie, którego poczucie rzeczywistości, tego co realne, zostało bardzo mocno zakłócone – tłumaczył całkiem poważnie. Tak więc zetknięcie z prawdziwym Nowym Jorkiem jest dla Pioruna bolesne. Musi poznać rzeczywistość na własnej skórze, co nie zawsze jest przyjemne, a z reguły bywa zaskakujące. 

Animację zobaczymy oczywiście w polskiej – wybitnej! – wersji językowej. Wystarczy wspomnieć, że Pioruna zagra sam Borys Szyc, aktor, który ma wiele doświadczeń ze sławą. Może w historii Pioruna znajdzie przesłanie i dla siebie… Jedno jest pewne – tą rolą sprawi piękny prezent swojej córeczce Soni.

W oryginalnej wersji filmu Pioruna obdarzył głosem gwiazdor trochę starszy i jeszcze mocniej doświadczony w swoich zmaganiach ze sławą – John Travolta. Producent uważał, że ten wybór był strzałem w dziesiątkę. Travolta oddał swym głosem wszelkie niuanse postaci Pioruna. – Oczywiście, mam świadomość, że w innych wersjach językowych nie będzie głosu Johna. Ale stworzył on bardzo silny wzorzec, który będzie z pewnością naśladowany i stanie się ważnym punktem odniesienia – mówił Lasseter. Trzeba było ukazać rozdwojenie tego bohatera oraz to, że pod maską superherosa i twardziela kryje się pies o złotym sercu, nieco sentymentalny i naiwny. Reżyser Byron Howard był zdania, że właśnie Travolta, często grający gangsterów i łajdaków, jednocześnie ma w sobie coś ujmującego, pewne wewnętrzne ciepło, które zresztą bywa dominującą nutą w innych jego rolach. Borys Szyc z pewnością świetnie poradzi sobie z wysoko postawioną przez Travoltę poprzeczką. Przecież i on ma na swoim koncie role twardzieli o miękkim sercu...

„Piorun” w kinach od 28 listopada również w wersji 3D!

B.B.PR dla Forum Film Poland.

04.11.08

 

Przebojowe „Lejdis” duetu Saramonowicz-Konecki nie dają o sobie zapomnieć. Gwiazdy kobiecej odpowiedzi na „Testosteron” znów pojawią się razem na ekranie! Iza Kuna i Edyta Olszówka występują w najnowszej komedii Olafa Lubaszenki, „Złoty Środek”. Tym razem jednak w futbolowej wersji...

Postać, w którą wciela się Kuna, to Ula. Rola epizodyczna, lecz niewątpliwie barwna. Ula to kobieta zdecydowana, mająca wyjątkowo sprecyzowane zainteresowania, obracające się głównie wokół... piłki nożnej. O futbolu dyskutuje bezustannie, nawet w pracy z koleżanką z biura. Iza Kuna komentuje: – I mnie ten temat jest bliski, staram się śledzić mecze i być na bieżąco z wynikami nie tylko polskiej ligi. Nie obstawiałam nigdy wyników w zakładach bukmacherskich (jak czyni to moja bohaterka), ale niejednokrotnie zdarzało mi się zakładać ze znajomymi o to, jaki będzie wynik meczu… Czy coś łączy Gośkę z „Lejdis” z Ulą u Lubaszenki? Aktorka zdradza: – Jedno na pewno tak: obie są współczesnymi kobietami, które wiedzą, czego chcą! A ja znów występuję na ekranie z Edytą Olszówką.

Olszówka uzupełnia: – Postać, którą gram, Marta, jest bardzo soczysta, nieco „męska”. Doskonale wie, czego chce i również kocha futbol. Ja sama też bardzo lubię piłkę nożną, choć jestem zawiedziona grą naszej reprezentacji. Zresztą jak chyba każdy obywatel tego kraju... Marta i Ula to kobiety o silnej osobowości – potwierdza słowa koleżanki aktorka. Do obu fanek piłki kopanej dołączy też znany piłkarz, co na razie skrzętnie ukrywane jest przed prasą. 

W „Złotym środku” zobaczymy również Annę Przybylską, Cezarego Pazurę, Tamarę Arciuch, Pawła Wilczaka, Szymona Bobrowskiego i Krzysztofa Kowalewskiego. O kostiumy zaś zadbał Tomasz Jacyków

Zdjęcia do filmu, o którym już jest głośno z powodu koncertowej i odważnej (bo i męskiej, i żeńskiej) kreacji Anny Przybylskiej, dobiegają końca.

„Złoty środek” w kinach wiosną 2009 roku.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

23.10.08

 

Już od jutra kinami w całej Polsce zawładnie taniec i śpiew. Na ekrany wchodzi właśnie trzecia część kultowego „High School Musical”

Młodzi bohaterowie filmu staną przed wielkimi zmianami w życiu. Będą się musieli pożegnać ze szkołą, przyjaciółmi, a może i z miłością? Troy (Zac Efron) i Gabriella (Vanessa Hudgens) mają studiować na różnych uczelniach i nie wiadomo, jak wpłynie to na ich związek... Ambitna i wyjątkowo pretensjonalna Sharpay Evans (Ashley Tisdale) tradycyjnie knuje jakąś intrygę, a w dodatku uczniowie East High przygotowują wiosenne przedstawienie, które będzie opowiadać o ich doświadczeniach, nadziejach i obawach.

Niejednemu fanowi „HSM” marzy się taka szkoła jak ta filmowa. Zaskoczeniem dla fanów Troya i Gabrielli może być to, że ona naprawdę istnieje! Jak wiadomo, akcja rozgrywa się w Albuqerque. Po raz trzeci ekipa filmowców zawitała do Salt Lake City, które zagrało z powodzeniem Albuqerque w dwóch pierwszych częściach. Najważniejszym obiektem zdjęciowym była tamtejsza szkoła średnia East High School. Aktorzy bardzo się ucieszyli z powrotu w jej gościnne progi. Przywiązali się do Salt Lake City, chociażby do sali gimnastycznej, gdzie inscenizowano taneczne numery. Zdjęcia w szkole trwały piętnaście dni, podczas roku szkolnego, więc filmowcy starali się nie przeszkadzać uczniom w zajęciach.

Dyrektor Paul Sager był zresztą bardzo chętny do współpracy. Pożyczył ekipie instrumenty muzyczne, zezwolił także, by 800 uczniów statystowało w filmie. Szkoła stała się dzięki cyklowi filmów wielką atrakcją turystyczną, co bardzo wspomogło jej budżet. Ale kręcenie w naturalnych wnętrzach miało i pewne istotne minusy. Scenograf Mark Hofeling zauważył: – Mieliśmy do czynienia ze skalą produkcji jakichś trzech broadwayowskich musicali. Jak to pomieścić na scenie szkolnego teatrzyku, w szkolnych korytarzach czy kafeterii? Musiałem się nad tym nieźle nagłowić. 

Tak więc kafeterię trzeba było pracowicie przeistoczyć najpierw w czarno-białe ascetyczne wnętrze, a potem w rozświetlony neonami fragment nowojorskiej ulicy na potrzeby piosenki i numeru tanecznego „I Want It All”. Dach szkoły przemieniono z kolei w magiczny ogród, bo tam zainscenizowano pełen rozmachu numer utrzymany w rytmie walca „Can I Have This Dance”. Wielkim nakładem sił przygotowano też dziedziniec, by zagrał śmietnisko z numeru „Boys Are Back”. Napotkano pewną niespodziewaną trudność – trawa na boisku futbolowym, gdzie miała się odbyć scena wręczania świadectw, całkiem wyschła. Trzeba ją było poddać bardzo intensywnemu nawilżaniu, by odzyskała pożądany, intensywnie zielony kolor. 

Ech... chodzić do takiej szkoły!

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” w kinach w całej Polsce już od jutra.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

22.10.08

 

Kolejne wieści docierają z planu "Złotego środka" - najnowszej komedii Olafa Lubaszenki. Po Przybylskiej w przebraniu faceta i Jacykowie w roli kostiumografa, czas na następne niestandardowe zagranie. Twardziel, prawdziwy mężczyzna znany z mocnych ról, ojciec bliźniaków i świetny aktor - Paweł Wilczak, wcieli się w nietypową dla swego wizerunku postać. Otóż Wilczak zagra... geja!

Jego bohater - Bogumił, to utalentowany charakteryzator filmowy, a zarazem wujek Mirki (Anna Przybylska). Na Pradze, skąd pochodzi, jest jak barwny ptak wśród szarych domów. Towarzyszą mu nieodłączne, wystylizowane pieski, a jego profesja nie budzi u kolegów z dzieciństwa wielkiego respektu. Jednak dla filmowej Mirki okazuje się być ostatnią deską ratunku. To wuj Bogumił zamienia ją w Mirka i pomaga uknuć intrygę. Aktor przyznaje: - Bogumił to postać bardzo ważna, ponieważ przygotowuje Mirkę do wystąpienia w "innej skórze", robi z niej mężczyznę. Mój bohater jest gejem. Na propozycję zagrania postaci, która jest innej orientacji seksualnej niż ja, zareagowałem po prostu jak na nowe wyzwanie aktorskie. Aktor w ciągu swego zawodowego życia wciela się w różnych bohaterów: czasami jest się księdzem, czasami mordercą, czasami politykiem, czasami policjantem, a czasami gejem - mówi Wilczak. - To, że akurat w tym filmie była możliwość zmierzenia się z takim materiałem, to dla mnie dobrodziejstwo. 

Koledzy po fachu przetarli już Wilczakowi ścieżki, jednak wiadomo, że każdy artysta ma własną drogę dochodzenia do roli. Czy do tej kreacji aktor musiał się specjalnie szykować? - Nie wiem, co to znaczy stereotypowe myślenie o geju, nie miałem gotowego patentu na tę rolę, jedynie jakieś drobne przemyślenia i obserwacje, które posłużyły mi jako wskazówki. Zobaczymy, jak to wyszło na ekranie . Paweł Wilczak i reżyser filmu Olaf Lubaszenko znają się od wielu lat.

Jednak pierwszy raz spotykają się w takiej właśnie sytuacji: - Jest mi niezmiernie miło, że Olaf Lubaszenko zaprosił mnie do współpracy przy tym filmie. Znamy się od dawna, spotkaliśmy się także jako aktorzy na planie "Bez litości", ale teraz sytuacja jest odmienna: Olaf stoi za kamerą, a ja przed nią. To nasze wspólne doświadczenie artystyczne, ale podział ról zupełnie inny. 

Film opowiada historię młodej dziewczyny z warszawskiej Pragi, Mirki. Wychowana i zakochana w typowo praskim klimacie, wybrała jednak zasadniczo inną drogę życiową niż jej przyjaciele z dzieciństwa - ukończyła bowiem prestiżowy wydział prawa. Choć wydawać by się mogło, że jej zawód to wręcz ujma na honorze rodziny z cwaniackimi korzeniami, okazuje się być dla mieszkańców starej kamienicy ostatnią deską ratunku. Aby pomóc najbliższym, Mirka, używając osobistego wdzięku, wrodzonego sprytu i trików rodem z Hollywood, będzie musiała zdobyć się na najbardziej zwariowany numer w całej dotychczasowej karierze...

Premiera filmu "Złoty środek" w kinach wiosną 2009!

B.B.PR dla Forum Film Poland.

20.10.08

 

Dziś odbyła się uroczysta polska premiera przebojowego „High School Musical 3: Ostatnia klasa”. W warszawskim Cinema City Arkadia pojawiła się masa gwiazd, z użyczającymi głosu bohaterom w polskiej wersji językowej Hanią Stach i Łukaszem Zagrobelnym na czele oraz prowadzącym premierę - Robertem Leszczyńskim, pamietnym jurorem z "Idola". Na ekranie również nie zabraknie gwiazd (wśród nich Zaca Efrona, Vanessy Hudgens i Ashley Tisdale) oraz kilku nowych twarzy (m.in. Matt Prokop, Justin Martin i Jemma McKenzie-Brown), a przede wszystkim – świetnej muzyki i fenomenalnego tańca!

Za choreografię w trzeciej części filmu ponownie odpowiadało trio: reżyser Kenny Ortega Charles „Chucky” Klapow Bonnie Story. Każde z nich przystąpiło do pracy z innymi doświadczeniami. Klapow był kiedyś ulicznym tancerzem, wniósł więc świeżość i energię, chęć przełamywania utartych reguł. Story, klasyczna tancerka i choreografka – szacunek do tradycji i techniczną perfekcję. Ortega – doświadczenia broadwayowskie i filmowe. – Chcieliśmy stać jedną nogą na ulicy, a drugą – nawiązywać do historii musicalu. Zmieszać w dobrych proporcjach Broadway, street dance, funk, elementy akrobatyki sportowej i tańca towarzyskiego, i w ten sposób osiągnąć nową jakość – tłumaczył swe założenia reżyser. 

Klapow potwierdzał te zamiary: – Zwróćcie uwagę: w jednej ze scen Zac przypomina Freda Astaire’a, w innej Michaela Jacksona. I tak właśnie miało być! 

Przez tydzień w Salt Lake City trwała burza tych trzech mózgów. Najpierw tylko dyskutowano, potem Ortega sporządził szkice proponowanych układów tanecznych, wreszcie rozpoczęto próby. Skala przedsięwzięcia była ogromna. W poprzednich filmach tańczyło 10 aktorów, 12 tancerzy i 190 statystów. W nowym filmie – odpowiednio: 15, 18 (oraz 60 tancerzy drugoplanowych) i aż 2 tysiące statystów! Zatrudniono dodatkowo czterech asystentów, by sprawnie poradzić sobie z większym rozmachem scen tanecznych. Okazało się, że dużą trudnością były warunki zdjęciowe: film kręcono głównie w Utah. Tamtejsze suche, ciężkie powietrze sprawiało, że taniec wymagał o wiele więcej wysiłku, a tancerze byli dosłownie zlani potem.

Polskie kina roztańczą się już w najbliższy piątek (24 października).

B.B.PR dla Forum Film Poland.

15.10.08

 

Już w przyszłym tygodniu w kinach zadebiutuje film, na który czekają miliony młodych widzów na całym świecie: „High School Musical 3: Ostatnia klasa”. Po spektakularnych sukcesach telewizyjnych, przyszedł czas na podbój wielkich ekranów. Na londyńskiej premierze filmu pojawiły się gwiazdy, z Zackiem Efronem, Vanessą Hudgens i Ashley Tisdale na czele. Jak przystało na idoli, byli eleganccy i wystylizowani. Ale nie tylko prywatnie młodzi aktorzy dbają o styl. Również na ekranie pokażą się w najnowszych kolekcjach renomowanych marek i projektantów.

Co w „Ostatniej klasie” włożą na siebie Troy, Gabriella i Sharpey? Vanessa Hudgens tak mówi o stylu Gabrielli: – Moja bohaterka jest bardzo romantyczna, czasem niewinna, czasem preferuje styl dziewczyny z sąsiedztwa, lubi też motywy kwiatowe i zwiewne ciuchy. – I przyznaje: – Niektóre z filmowych ciuchów mam we własnej szafie. Kiedy kostiumograf mi je pokazała, krzyknęłam: WOW! Czasami więc jestem jak Gabriella, innym razem noszę się bardziej funky, w stylu bohemy, lubię też styl indiański, pióra i mokasyny. Gabriella w filmie nosi najczęściej ciuchy marek American Eagle i Free People.

Filmowy Troy preferuje styl, który można określić jako „James Dean i sportowiec ze szkolnej drużyny w jednym”. Obowiązkowo w swojej szafie ma: trampki Converse'a, wąskie dżinsy Diesela, dopasowane T-shirty i szczęśliwe skarpetki Dzikich Kotów. Zac z rozbrajającą szczerością stwierdza: – Te skarpetki muszą już nieźle pośmierdywać... A projektantka kostiumów do HSM3, Caroline B. Marx, mówi: – Chcesz wyglądać jak Troy? Sekret w tym, żeby za dużo o tym nie myśleć. Nie chcecie przecież uchodzić za przestylizowanych! Zac tak określa styl Troya: – To zwyczajny gość. Nie śledzi trendów i nie lubi chodzić na zakupy. Ja sam jestem trochę jak Troy – uwielbiam dżinsy i T-shirty. Jeśli już wybieram się na zakupy, idę do sklepów typu Urban Outfitters. Lubię, żeby było prosto. 

Jedną z najbardziej wystylizowanych postaci w całym filmie jest bez wątpienia Sharpay (Ashley Tisdale), która nie znosi wyglądać jak inni i chce się zawsze wyróżniać z tłumu. Aktorka wcielająca się w tę rolę mówi: – Mój własny styl zależy od tego, jak się czuję. Jednego dnia mogą to być ciuchy dizajnerskie, następnego – styl bohemy, a jeszcze innego – dzień dżinsowy. Jednak jej bohaterka uwielbia raczej Rock'n Republic, Marca Jacobsa, Betsey Johnson, Juicy Couture, Dolce & Gabbana i Miss Sixty. Oto modowa rada Ashley: – Podążaj za trendami, jeśli masz na to ochotę, ale nie noś wszystkiego za jednym razem!

Jeszcze bardziej stylowy jest filmowy brat Sharpay – Ryan, którego gra Lucas Grabeel. Ryan wygląda jakby zszedł prosto z wybiegu lub stron magazynu „GQ”. – Jemu chodzi o blask i maksymalną ilość kolorów – tłumaczy Lucas. Ulubione trendy Ryana to meloniki, buty do konnej jazdy, ręcznie robione plecaki i garnitury z szortami zamiast długich spodni. Podstawowa zasada jego stylu to marki, marki i jeszcze raz marki! Na ekranie zobaczymy ciuchy Marca Jacobsa, kolekcję vintage Moschino, ubrania Rock'n Republic, Teda Bakera, Paula Smitha i Comme des Garçons. Oj, będzie na co popatrzeć!

Młodzi bohaterowie „High School Musical”, Troy (Zac Efron) i Gabriella (Vanessa Hudgens) w najnowszym filmie „Ostatnia klasa” muszą zmierzyć się z perspektywą długiej rozłąki z powodu studiów na różnych uczelniach. Nie wiadomo, jak wpłynie to na ich związek. W dodatku ambitna i pretensjonalna Sharpay Evans (Ashley Tisdale) jak zwykle planuje intrygę... Jednocześnie uczniowie East High przygotowują wiosenne przedstawienie, które będzie opowiadać o ich doświadczeniach, nadziejach i obawach.

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” w kinach od 24 października.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

13.10.08

 

Niekwestionowany hit telewizyjny „High School Musical” już niedługo stanie się również hitem kinowym. Skąd ta pewność, skoro do premiery pozostały jeszcze niemal dwa tygodnie? Otóż stąd, że kina na całym świecie przeżywają właśnie oblężenie! Zaczęła się bowiem przedsprzedaż biletów na film, która na samych tylko Wyspach Brytyjskich pobiła wszelkie możliwe rekordy w historii kina. Rezerwacja wejściówek na pokazy przebiła samego „Harry'ego Pottera”, „Władcę pierścieni” i całą serię o Bondzie. Na trzy tygodnie przed premierą większość seansów w Wielkiej Brytanii została wyprzedana! Polska premiera „High School Musical 3: Ostatnia klasa”, ku uciesze fanów, odbędzie się tego samego dnia co w USA – 24 października.

W filmie, oprócz ukochanych gwiazd – Zaca Efrona, Vanessy Hudgens i Ashley Tisdale, pojawią się nowe, interesujące postaci oraz polskie akcenty. „HSM3” trafi do kin w polskiej wersji językowej. Do udziału w dubbingu należało zaprosić głosy, które sprawdzą się i wokalnie, i aktorsko. Zdecydowano, że najlepiej wypadną młodzi wokaliści, którzy w duecie zaśpiewali przewodni utwór filmu – „Ty i ja”. I tak przed Łukaszem Zagrobelnym i Hanią Stach postawiono zupełnie nowe, aktorskie zadanie. Wokalista zdradza, jak się czuł w roli Troya: – Było to dla mnie poważne wyzwanie, ponieważ nie robiłem tego nigdy wcześniej. Dziwnie czułem się z tym, że nagrywamy to, co mówię, a nie to, co śpiewam. Podkładanie głosu to naprawdę trudna sprawa, bo oprócz oswojenia się z jego brzmieniem, trzeba również idealnie dopasować się do zachowania i ruchu ust dubbingowanej postaci. Ale jednocześnie była to fajna zabawa! Hania Stach dodaje zaś: – Przy pierwszej, drugiej i teraz trzeciej części starałam się jak najlepiej zaśpiewać piosenkę promującą „HSM”. Tym razem jednak dodatkowo użyczyłam w filmie swojego głosu głównej bohaterce, Gabrielli. Propozycja spróbowania sił w dubbingu trochę mnie na początku onieśmielała. To było dla mnie nowe i bardzo ciekawe doświadczenie. Efekt pierwszych aktorskich doświadczeń pary wokalistów na ekranach już od 24 października. Przedsprzedaż biletów ruszy za kilka dni.

Młodzi bohaterowie stoją przed dylematem, jakie wybrać studia. Troy (Zac Efron) i Gabriella (Vanessa Hudgens) będą uczyć się w różnych szkołach wyższych i nie wiadomo, jak wpłynie to na ich związek. W dodatku ambitna i pretensjonalna Sharpay Evans (Ashley Tisdale) jak zwykle planuje intrygę... Jednocześnie uczniowie East High przygotowują wiosenne przedstawienie, które będzie opowiadać o ich doświadczeniach, nadziejach i obawach.

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” w kinach od 24 października.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

06.10.08

 

W Warszawie zakończył się montaż teledysku promującego kinową odsłonę kultowego telewizyjnego widowiska „High School Musical”. Przed kamerami i mikrofonami stanęła dwójka popularnych polskich wokalistów – Hania Stach i Łukasz Zagrobelny. Wiodący utwór filmu – „Ty i ja”, skomponował Jamie Houston a polski tekst napisał ceniony autor Piotr Bukartyk. Hania Stach, która „High School Musical" zna, można by rzec, „od podszewki” (śpiewała już w dwóch poprzednich częściach), tak wspomina pracę nad teledyskiem: – Na planie było jak zwykle pracowicie, od wczesnych godzin porannych do późnego wieczora, ale przy sprawnej ekipie i w miłym towarzystwie praca jest bardzo przyjemna. Tym razem nagrywałam w duecie z Łukaszem Zagrobelnym, z którym znamy się już baaardzo długo, więc bez większego skrępowania odgrywaliśmy romantyczne sceny – tak jak sugerowała pani reżyser. Oboje jesteśmy wesołymi ludźmi, więc jedyne, co nam sprawiało problemy, to patrzenie sobie przez minutę w oczy i udawanie zakochanych... Zdarzało nam się wybuchać śmiechem. Było ciężko, ale w końcu się udało... – zdradza wokalistka. Ze śmiechem dodaje też: Powiedzieć Wam jak się skończy HSM 3? Tak, że Gabriella z Troyem i z ........żartowałam!

Lecz nie tylko rodzimi wykonawcy pracowali na planie wideoklipu. Jednocześnie z polskim, ekipa kręciła teledysk na rynek... węgierski. Piosenkę zaśpiewały gwiazdy tamtejszej estrady, Izabella Széles i Mátyás Dósa. Ciekawe, jak „Ty i ja” brzmi po węgiersku?

Muzyka w „High School Musical 3: Ostatnia klasa” pełni ważną, jeśli nie najważniejszą, rolę. Reżyser i choreograf, Kenny Ortega, twierdzi, że ścieżka dźwiękowa do trzeciej części filmu jest dużo ciekawsza od dwóch poprzednich, które i tak były absolutnymi hitami na całym świecie. Czy może więc przebić je popularnością? Ortega przekonuje, że tak: – Pracujący z nami przy poprzednich filmach kompozytorzy i tekściarze oraz nowi członkowie ekipy stworzyli razem soundtrack, który uważam za najlepszy z dotychczasowych. Jest w nim historia, są bohaterowie. To projekt dynamiczny, rytmiczny, romantyczny, zabawny, orkiestrowy, symfoniczny i chóralny. Jest tak monumentalny, jak tylko być może i tak intymny, jak tylko się da, ale ma też w sobie wszystko, co pośrodku.

„Ostatnia klasa” zastaje bohaterów u progu studiów. Maturzyści Troy (Zac Efron) i Gabriella (Vanessa Hudgens) muszą zmierzyć się z perspektywą długiej rozłąki z powodu studiów na różnych uczelniach. Wraz z resztą Dzikich Kotów wystawiają wielki musical opowiadający o ich przeżyciach, nadziejach i obawach związanych z przyszłością.

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” w kinach od 24 października, a ścieżka dźwiękowa z utworem „Ty i ja” pojawi się w sklepach muzycznych już 20 października. Zdjęcia z filmu są dostępne w serwisie image.net, m.in. z europejskich premier. Zapraszamy do rejestracji!

B.B.PR dla Forum Film Poland.

01.10.08

 

Na planie nowego filmu Olafa Lubaszenki - "Złoty środek", praca wre. Anna Przybylska dzięki tej roli zaliczy dwa wielkie debiuty. Primo - będzie to dla niej pierwsza główna rola, co już samo w sobie jest nobilitacją i sporym stresem. Secundo - Przybylska zadebiutuje jako... mężczyzna! Komedia Lubaszenki opowiada bowiem historię młodej dziewczyny z warszawskiej Pragi - Mirki, która aby pomóc rodzinie i przyjaciołom z dzieciństwa, będzie musiała wskoczyć w skórę faceta. 

Jak aktorka przeżyła tę szokującą przemianę w filmowego Mirka? Przybylska uchyla rąbek tajemnicy: Make-up rodził się w bólach. Przy mojej dziewczęcej urodzie zrobienie ze mnie mężczyzny nie jest rzeczą prostą, ale proszę mi wierzyć, jako mężczyzna jestem absolutnie nie do rozpoznania. Charakteryzacja i cały proces przemiany w mężczyznę w "Złotym środku" trwa ponad dwie godziny - opowiada o filmowej kuchni aktorka. - Wiele elementów jest przygotowywanych specjalnie dla mnie - np. modele nosa i brody, ale jest to taka charakteryzacja, w której można funkcjonować przez cały dzień na planie. Mało tego, nieraz zasypiałam w charakteryzacji i gdy się budziłam, nadal była doskonała...

Mirek, za którego przebiera się filmowa Mirka, to prawnik - człowiek sukcesu, młody wilczek świata biznesu. Jego rzeczywistość to świetne garnitury, niestandardowe pomysły i oczywiście - zainteresowanie atrakcyjnych dziewczyn. Jak piękna, niezwykle kobieca, uznawana za najseksowniejszą Polkę, Ania Przybylska czuje się jako Mirek? Chyba nie najgorzej: - Największym zaskoczeniem było dla mnie włożenie kostiumu, gdy okazało się, że garnitur jest najwygodniejszym strojem, jaki do tej pory nosiłam. Jest lekki, nie krępuje ruchów i na dodatek w momencie, gdy go zakładam, zupełnie odruchowo wchodzę w rolę mężczyzny - zaczynam zmieniać chód, inaczej moduluję głos, jakby wyzwalał się w mej naturze naturalny pierwiastek męski - wyznaje aktorka. - W męskim stroju czuję się dużo swobodniej niż w spódnicy i na wysokich obcasach. Fascynujący jest też fakt, że gdy jestem w męskiej charakteryzacji, koledzy z planu zapominają się w moim towarzystwie i opowiadają takie historie i dowcipy, których prawdopodobnie nigdy nie odważyliby się opowiedzieć przy kobiecie...

Historia Mirki/Mirka - "Złoty środek", w kinach pojawi się dopiero wiosną 2009 roku. Miejmy nadzieję, że do czasu uroczystej premiery Przybylska ponownie przekona się do kobiecych strojów...

B.B.PR dla Forum Film Poland.

26.09.08

 

Dobra wiadomość dla fanów filmów „Sztos” i „Chłopaki nie płaczą”. Aktor i reżyser w jednym – Olaf Lubaszenko, znów stanął za kamerą. Kilka dni temu rozpoczęły się zdjęcia do jego najnowszej komedii – „Złoty środek”. Już teraz Lubaszenko zapowiada wiele niespodzianek – obsadowych i fabularnych.

Film, którego premiera jest zapowiadana na wiosnę przyszłego roku, to współczesna komedia z silnymi elementami lokalnego kolorytu. Trochę przekrętów, dobre teksty, miłosne zawirowania i świetni aktorzy – czyli to, do czego Lubaszenko zdążył już widzów przyzwyczaić. Tym razem reżyser posunął się jednak trochę dalej. Jak daleko? To jeszcze tajemnica. Dość powiedzieć, że czekają nas nieoczekiwane zmiany wizerunku czołowych polskich aktorów. Lubaszenko do współpracy namówił m.in. Annę Przybylską i Szymona Bobrowskiego oraz (oczywiście!) swojego ojca Edwarda Linde-Lubaszenko i przyjaciela Cezarego Pazurę. Bez nich ten film nie mógłby powstać. Zdjęcia potrwają do końca października. Ekipa pracuje w Warszawie, przede wszystkim w prawobrzeżnej części stolicy, gdzie – jak wiadomo – wszystko może się wydarzyć... Jaki będzie efekt końcowy, przekonamy się w kinie. 

Scenariusz Jerzego Kolasy (m.in. „Sztos”) opowiada historię młodej dziewczyny z warszawskiej Pragi – Mirki (Anna Przybylska). Wychowana i zakochana w typowo praskim klimacie, wybrała jednak zasadniczo inną drogę życiową niż jej przyjaciele z dzieciństwa – ukończyła bowiem prestiżowy wydział prawa. Choć wydawać by się mogło, że jej zawód to wręcz ujma na honorze rodziny z cwaniackimi korzeniami, okazuje się być dla mieszkańców starej kamienicy ostatnią deską ratunku. Aby pomóc najbliższym, Mirka, używając osobistego wdzięku, wrodzonego sprytu i trików rodem z Hollywood, będzie musiała zdobyć się na najbardziej zwariowany numer w całej dotychczasowej karierze...

Autorzy powstającego filmu zadbali o wartką akcję i masę dowcipów. Niektóre z postaci staną zapewne w jednym szeregu z bohaterami, którzy przeszli do historii kina: Gruchą (Mirosław Zbrojewicz w „Chłopaki nie płaczą”) i Synkiem (Cezary Pazura w „Sztosie”), a Anna Przybylska, która debiutuje w roli absolutnie pierwszoplanowej ma szansę na pokazanie się z zupełnie nowej strony. Trzymajmy kciuki za ekipę!

„Złoty środek” w kinach wiosną 2009.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

15.09.08

 

Absolutny przebój, jedna z najlepszych i najbardziej dochodowych produkcji wytwórni Disneya „High School Musical”, już w październiku trafi do polskich kin. Tymczasem w Warszawie trwają zdjęcia do teledysku promującego kinową odsłonę disnejowskiego hitu. 

Wiodący utwór – „Ty i ja”, wykonują w duecie Hania Stach i Łukasz Zagrobelny (autor wersji oryginalnej - tekst i muzyka: Jamie Houston, tekst polski: Piotr Bukartyk). Artyści i reżyser teledysku postanowili oddać w filmiku niepowtarzalną atmosferę „High School Musical”, dlatego Hania i Łukasz wcielą się w uczniów szkoły średniej. Zdjęcia do teledysku zakończą się w połowie tygodnia, potem montaż, postprodukcja i w końcu premiera. W oczekiwaniu na nią może pomóc filmowy plan lekcji, który już we wtorek ukaże się wraz z dziennikiem „Metro”. 

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” to kinowy debiut uwielbianej przez nastolatków historii. Bez dwóch zdań – Zac Efron i koledzy musieli trafić na duży ekran po tym, jak dwie pierwsze części przebojem wdarły się do serc nastolatków na całym świecie. 

Pierwsza część „High School Musical” miała premierę w styczniu 2006 roku w amerykańskim Disney Channel. Do tej pory obejrzało ją dwieście pięćdziesiąt milionów widzów na całym świecie. Musical zdobył wiele prestiżowych nagród (m.in. dwukrotnie Emmy, nagrodę Amerykańskiej Gildii Reżyserów DGA i nagrodę Związku Krytyków Telewizyjnych w kategorii "Wybitny program dla dzieci"). Przebojem stała się również ścieżka dźwiękowa do filmu, o czym świadczy poczwórna platyna w USA, złoto w Polsce oraz nagroda magazynu Billboard za "Najlepszą ścieżkę dźwiękową roku" i nominacja do American Music Award w kategorii "Najlepszy album pop/rock".

„High School Musical 2” zadebiutował w Disney Channel latem 2007 roku. Film przyciągnął największą widownię w historii programów kablowych – 18 milionów 600 tysięcy widzów. Do dziś film obejrzało ponad 179 milionów odbiorców na całym świecie. Ścieżka dźwiękowa do filmu zajęła drugie miejsce w amerykańskim podsumowaniu sprzedaży za 2007 rok. Wynik soundtracku jest doprawdy imponujący: ponad 6,5 milionów egzemplarzy na całym świecie, w Polsce zaś – platyna.

Aktorzy z „High School Musical” Zac Efron, Vanessa Hudgens, Ashley Tisdale, Lucas Grabeel, Corbin Bleu oraz Monique Coleman – praktycznie z dnia na dzień stali się niekwestionowanymi gwiazdami. Dzieciaki na całym świecie niecierpliwie czekają nie tylko na kolejny film, ale choćby na nieistotną plotkę dotyczącą ich ulubieńców. To chyba gwarantuje powodzenie! Prezes Disney Channels Worldwide Rich Ross stwierdza: – Sukces tej serii jest po prostu niewiarygodny. Przywiązanie fanów do postaci musicalu daje nam ogromną radość. Bardzo się też cieszymy, że dalszy ciąg historii ukaże się na wielkim ekranie. – Gary Marsh, prezes działu rozrywki w Disney Channels Worldwide, dodaje: – „High School Musical 2” to absolutny przełom, zgromadził bowiem największą widownię w historii telewizji kablowej. Jeszcze raz udowodnił, że ciekawe, inspirujące i podnoszące na duchu filmy cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Jesteśmy bardzo dumni z obu części musicalu i nie możemy się doczekać kolejnej, tym razem na wielkim ekranie!

W „High School Musical 3: Ostatnia klasa” maturzyści Troy (Zac Efron) i Gabriella (Vanessa Hudgens) muszą zmierzyć się z perspektywą długiej rozłąki z powodu studiów na różnych uczelniach. Wraz z resztą Dzikich Kotów wystawiają wielki musical opowiadający o ich przeżyciach, nadziejach i obawach związanych z przyszłością.

„High School Musical 3: Ostatnia klasa” trafi do kin 24 października, a ścieżka
dźwiękowa pojawi się w sklepach już 20 października.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

16.07.08

 

Już w najbliższy piątek (18 lipca) w polskich kinach zadebiutuje najnowszy przebój animatorów ze studia Disney/Pixar„WALL-E”, opowieść o sympatycznym robociku, który, pozostawiony samotnie na Ziemi, swoje przeznaczenie odnajduje w miłości do pięknej i nowoczesnej robotki Ewy. Dla niej rusza w podróż po wszechświecie...

Kluczowym pomysłem scenariuszowym filmu było wykorzystanie klasycznej filmowej wersji równie klasycznego musicalu „Hello, Dolly!” w celu dodania postaci małego robota emocjonalnego wyrazu. Wall-E powtarza gesty, które podpatrzył na na jedynej zachowanej taśmie wideo z tym właśnie filmem. Usiłuje tańczyć i ulega wzruszeniu. Pomysł mógł wydawać się absurdalny i sentymentalny, ale twórcy byli przekonani, że wypali. Reżyser Andrew Stanton wspominał: – Nie myślałem początkowo o tym konkretnym tytule. Chciałem wprowadzić elementy musicalowe. Myślę jednak, że wybór okazał się świetny. Piosenka i numer taneczny „Put On Your Sunday Clothes”, wraz ze wstępem – prologiem „Out There”, okazały się idealne. Chodziło też o element pewnego zaskoczenia. Tego typu muzyka nie kojarzy się raczej z SF. Jest to bardzo naiwna piosenka i w filmie jest śpiewana przez dwóch młodych ludzi, którzy nie mają wielkiego pojęcia o życiu i codzienności. Zamierzają udać się do wielkiego miasta i nie wracać stamtąd, dopóki nie zdobędą pocałunku jakiejś miejscowej dziewczyny. Gdy znalazłem piosenkę „It Only Takes a Moment” poczułem się, jakbym doznał niespodziewanego bożego błogosławieństwa – przyznawał także reżyser. – Doskonale oddawała charakter i rodzące się uczucie naszego wytrwałego robota. 

Stanton zdecydował się też na współpracę z kompozytorem Thomasem Newmanem, z którym spotkał się już przy „Gdzie jest Nemo”. Po raz pierwszy reżyser rozmawiał z nim o tym projekcie podczas oscarowej nocy w 2004 roku. Nie bez znaczenia był fakt, że to właśnie wuj Thomasa, słynny Lionel Newman, skomponował muzykę do „Hello, Dolly!”, która odgrywa tak ważną rolę dramaturgiczną w „WALL-E”. Wszystko zostało w rodzinie, bardzo utalentowanej rodzinie – śmiał się reżyser. – Jednego mogłem być pewien: powstanie partytura całkowicie oryginalna, a jednocześnie osadzona w tradycji. Thomas z równą swobodą stworzył pełne rozmachu kompozycje nawiązujące do tradycji SF, jak i subtelne, intymne tematy. Newman dodawał: Praca nad animacją bardzo różni się od tej przy aktorskiej fabule. Potrzebna jest większa zmienność emocji i elastyczność. Powtarzające się w różnych wariantach tematy musiały odpowiadać zmieniającej się sytuacji bohaterów.

"Wall-E" w kinach już w piątek.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

14.07.08

 

Robot Wall-E, kinowy bohater nadchodzących tygodni, ma ogromne szanse stać się godnym następcą kultowego androida R2-D2 z "Gwiezdnych wojen" George'a Lucasa. I to nie tylko z powodu swojego bezsprzecznego uroku i wyjątkowo człowieczych cech! Reżyser Andrew Stanton i producent Jim Morris, pracując nad filmem, doskonale zdawali sobie sprawę, że dźwięk będzie odgrywał w nim wielką rolę. Zgodzili się, że głosy robotów muszą być na najwyższym poziomie. Kto mógł to zapewnić? Jeden z najbardziej utytułowanych realizatorów dźwięku w Hollywood, człowiek-legenda, laureat Oscarów - Ben Burtt. To właśnie on stworzył słynne syczenie Obcego, głos R2-D2 z "Gwiezdnych wojen" czy legendarny trzask bicza Indiany Jonesa. Reżyser wspominał: - To człowiek najlepszy w swoim fachu, nie ma co do tego wątpliwości. Pełen pomysłów i energii. Myślę, że to jeden z najlepszych moich nabytków.  

Burtt odpowiadał za całą oprawę dźwiękową filmu. Tak mówił o swojej pracy: - Dzięki "Gwiezdnym wojnom" roboty nie były mi obce. Ale nowy film był inny. Po pierwsze, głosów robotów było o wiele więcej i musiały być siłą rzeczy bardziej zróżnicowane i rozpoznawalne. Po drugie, głosy musiały być charakterystyczne, lecz nie mogły być po prostu głosami ludzi, którzy udają maszyny. Trzeba było zachować bardzo dziwną i delikatną równowagę pomiędzy brzmieniem generowanym przez maszynę, a ciepłem i inteligencją - ja nazywam to duszą. a tę mają tylko ludzie. 

Burtt wspominał, że propozycję Pixara przyjął kilka miesięcy po zakończeniu pracy nad nową serią "Gwiezdnych wojen". Złamał w ten sposób obietnicę daną żonie, która brzmiała: "Nigdy więcej robotów!", ale nazwa firmy była ogromnym magnesem. Największym wyzwaniem było stworzenie głosu Wall-E'ego. Najpierw Burtt użył jako materiału wyjściowego własnego głosu. Potem rozbił nagranie na poszczególne komponenty i żmudnie poskładał je na nowo, eliminując te, które brzmiały zbyt mechanicznie albo po prostu "głupawo". - Wydaje mi się, że osiągnąłem poziom jakości, o jaki chodziło Andrew - przyznał bez fałszywej skromności. 

Ben Burtt ukończył Allegheny College w Pensylwanii na wydziale fizyki. W 2004 roku przyznano mu honorowy doktorat tej uczelni. Wszechstronny artysta, pracujący głównie jako realizator dźwięku, karierę rozpoczynał u George'a Lucasa w "Gwiezdnych wojnach". Zdobył specjalnego Oscara. Zasłynął przede wszystkim jako niezwykle pomysłowy realizator dźwięku. To on wymyślił większość głosów postaci w "Gwiezdnych wojnach". Pracował jako realizator dźwięku przy 38 filmach, głównie produkcjach George'a Lucasa i Stevena Spielberga. Pełnił też funkcje montażysty, scenarzysty i reżysera. Oto jego twórcze credo: - Moim zdaniem, prawdziwy sukces i oryginalność w branży filmowej zależą od wykształcenia. Jeśli wszystkim, na czym się znasz, będzie tylko film, twoja praca stanie się przewidywalna i wtórna. Ja większość pomysłów zawdzięczam temu, że starałem się pilnie studiować - fizykę, historię, biologię, literaturę i język angielski. Dopiero połączenie wiedzy z różnych dyscyplin przyniosło efekt.  

Wall-E (Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący. E-klasa) jest małym robocikiem o niezwykłej osobowości. Mieszka sam na Ziemi i czuje się tu bardzo samotny. Pewnego dnia poznaje przybysza z kosmosu - nowoczesną i przepiękną robotkę Ewę. Od tej chwili jego życie całkowicie się zmienia, a uczucie do Ewy powoduje, że Wall-E odkrywa swoje prawdziwe przeznaczenie. Oboje wyruszają na wyprawę po wszechświecie.

"Wall-E" w kinach od 18 lipca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

07.07.08

 

Film "Wall-E", najnowsza animacja studia Disney-Pixar, szturmuje kina na całym świecie. W USA, po zaledwie tygodniu obecności na ekranach, zarobił ponad 128 mln dolarów. Polscy widzowie sympatycznego robota poznają już 18 lipca.

Jakość, którą bezsprzecznie reprezentuje marka Pixar, skusiła dotąd do współpracy wielu wybitnych artystów - od aktorów użyczających głosu, poprzez fenomenalnych animatorów i scenarzystów, aż do muzyków. Dzięki uroczemu Wall-E'emu doszło do kolejnej wyjątkowej kooperacji. Skomponowania wiodącego utworu do filmu podjął się jeden z najlepszych wokalistów naszych czasów - Peter Gabriel. "Down to Earth" - piosenka stworzona specjalnie dla potrzeb filmu "Wall-E", to kombinacja pełnej wielu inspiracji muzyki i dowcipnego, inteligentnego tekstu.

Muzyk, choć ma już na koncie filmowe kompozycje (choćby do "Ptaśka", czy "Ostatniego kuszenia Chrystusa"), animacją wcześniej się nie zajmował. Wydawać by się zresztą mogło, że do charyzmatycznego i oryginalnego Gabriela taki film w ogóle nie pasuje. Nic bardziej mylnego. Rockman przyznaje otwarcie: - Widziałem wszystkie filmy Pixara i to po wielekroć. Mam w domu sześciolatka, a on nigdy nie ma dość "Gdzie jest Nemo" i "Toy Story". Ja, jako dziecko, byłem zahipnotyzowany przede wszystkim kreskówkami "Loony Tunes" i "Bambi".

Jednak sama marka Pixara nie mogła wystarczyć Gabrielowi. Projekt musi spełniać kilka warunków koniecznych, by były lider Genesis wziął się do pracy: - Często dostaję tego typu propozycje, ale nie jest to moja praca pełnoetatowa. Decyduję się na nią tylko wtedy, gdy czuję, że reżyser naprawdę rozumie muzykę i ją szanuje. Poza tym, film musi być w jakiś sposób interesujący. Jeśli jest jedno i drugie, ta robota sprawia naprawdę dużo frajdy. W tym przypadku tak właśnie było.

Choć już sam film będzie ogromną frajdą dla widzów, jednak ze względu na utwór "Down to Earth" warto zostać w kinie do samego końca. Gabriel śmieje się: - Wiem, że to wielki zaszczyt dostać ostatnie minuty filmu dla siebie, ale na napisach końcowych na ogół w kinie nie ma już nikogo. No, może oprócz pracowników, którzy sprzątają popcorn pomiędzy seansami. Na szczęście napisy końcowe Pixara są zwykle dużo ciekawsze od innych, więc ludzie starają się zostawać dłużej. Sądzę, że mam szansę być wysłuchany chociaż w części...

Ziemia w odległej przyszłości. Planeta została zaśmiecona przez ludzi do tego stopnia, że zmuszeni byli ją opuścić na pokładzie wielkiego statku kosmicznego Axiom. Wall-E (Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący E-klasa) jest małym robocikiem obdarzonym niezwykłą osobowością. Mieszka sam na Ziemi i czuje się tu bardzo samotny. Wieczory umila sobie oglądaniem jedynej ocalałej wideokasety - musicalu "Hello Dolly". Pewnego dnia poznaje przybysza z kosmosu - nowoczesną i przepiękną sondę Ewę. Od tej chwili jego życie całkowicie się zmienia, a uczucia do Ewy powodują, że Wall-E odkrywa swoje prawdziwe przeznaczenie i wyrusza na wyprawę po niewyobrażalnie fantastycznym wszechświecie.

"Wall-E" w kinach od 18 lipca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

30.06.08

 

Pixar znów podbija kina! W miniony piątek światową premierę miała najnowsza produkcja słynnego studia – „Wall-E”. Film, jak to zwykle bywa w przypadku Pixara, zadebiutował na pierwszym miejscu amerykańskiego box-office’u. Podczas weekendu „Wall-E” zarobił 62,5 mln dolarów! Teraz przesympatyczny robot wyrusza w podróż po kinach całego świata; do Polski zawita 18 lipca.

To już dziewiąty pełnometrażowy film wyprodukowany przez tę wytwórnię. Wchodzi na ekrany niedługo po wielkim sukcesie brawurowej, „kulinarnej” animacji „Ratatuj”. Filmy Pixara przyniosły w sumie ponad 4,3 miliarda dolarów! Ich twórcy to pionierzy trójwymiarowej komputerowej animacji, słynący nie tylko z technicznych innowacji, ale przede wszystkim z pełnych dowcipu i precyzji scenariuszy, opowiadających historie wzruszające publiczność zarówno dziecięcą, jak i dorosłą. Tajemnica wydaje się zawierać w zdaniu, które wielokrotnie powtarzali wszyscy czołowi artyści Pixara: Robimy filmy, jakie sami chcielibyśmy zobaczyć. Hollywoodzka wytwórnia, która często i śmiało łamie hollywoodzkie reguły, jak dotąd, raz za razem wygrywa. – Nasze filmy tworzone są przez ludzi. Komputer to tylko narzędzie – takie jest motto Johna Lassetera. Stanowi ono klucz do zrozumienia fenomenu Pixara.

Od 1994 roku, kiedy to odbył się słynny lunch założycieli Pixara: Andrew Stantona, Johna Lassetera, Petera Doctera i scenarzysty George'a Ranfta, na ekran przeniesiono zrodzone wtedy w ich głowach pomysły: „Dawno temu w trawie”, „Potwory i spółka” oraz „Gdzie jest Nemo”. Minęły lata i Stanton postanowił powrócić do jeszcze jednej idei rzuconej podczas tamtego obiadu – opowieści o osamotnionym robocie. Inspiracją dla scenarzystów stały się klasyczne filmy science-fiction, m.in. „2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka, „Obcy – 8 pasażer Nostromo” Ridleya Scotta, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga i „Łowca androidów” Scotta. – Te filmy dawały nam złudzenie, że naprawdę przenosimy się w inny świat. Chcieliśmy przywrócić to, moim zdaniem, zapomniane w kinie odczucie – tłumaczył Stanton

Ziemia w dość odległej na szczęście przyszłości. Planeta została zaśmiecona przez ludzi do tego stopnia, że zmuszeni byli ją opuścić na pokładzie wielkiego statku kosmicznego Axiom. Wall-E (Wysypiskowy Automat Likwidująco-Lewarujący E-klasa) jest małym robocikiem obdarzonym niezwykłą osobowością. Mieszka sam na Ziemi i codziennie ciężko pracuje. Wieczory umila sobie oglądaniem jedynej ocalałej wideokasety – musicalu „Hello Dolly”. Pewnego dnia na Ziemię przybywa gość z kosmosu – nowoczesna i piękna sonda EWA. Od tej chwili życie Wall-E’ego całkowicie się zmienia, a uczucie do EWY sprawia, że robot odkrywa swoje prawdziwe przeznaczenie i wyrusza na wyprawę po niewyobrażalnie fantastycznym wszechświecie.

"Wall-E" w kinach od 18 lipca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

26.06.08

 

Co by się stało, gdyby rodzaj ludzki musiał opuścić Ziemię, a zapomniano by wyłączyć ostatniego robota? Skazany on byłby na dojmującą samotność. W takiej właśnie sytuacji znalazł się Wall-E. Nieszczęsny robot od setek lat nieustannie wykonuje powierzoną mu pracę: czyści i sprząta planetę. Wszystko się jednak zmieni, gdy na Ziemi wyląduje najnowszy cud techniki - promieniejąca urodą sonda Eve o niebieskich, elektronicznych oczach i morderczych umiejętnościach.

Zdobywca Oscara za film "Gdzie jest Nemo" Andrew Stanton, wraz z innymi geniuszami animacji ze studia Pixar ("Iniemamocni", "Ratatuj") ponownie wkroczyli do akcji. Dzięki ich niesamowitej wyobraźni i supernowoczesnym efektom komputerowym tego lata na ekranach kin zobaczymy film "Wall-E"

Pomysł na animację o sympatycznym robocie zakiełkował w głowie Stantona już 14 lat temu: - Nie miałem jeszcze skonstruowanej fabuły, tylko samą ideę historii w stylu Robinsona Crusoe; rzecz o robocie pozostawionym na Ziemi, zapomnianym przez wszystkich, a na dodatek niemającym pojęcia, że może przestać pracować - wspominał reżyser. Przez lata opowieść nabierała kształtu a sztab animatorów i speców od komputerów dokładał starań, by w 2008 "Wall-E" ujrzał światło dzienne. Jak zwykle w przypadku pixarowskich produkcji, liczy się tu nie tylko zapierająca dech animacja. Twórcy położyli duży nacisk na sam scenariusz. Film jest dowcipny, akcja wartka, a postaci dopracowane charakterologicznie. 

Nie zapomniano oczywiście o warstwie dźwiękowej. W oryginalnej wersji językowej wystąpiła m.in. Sigourney Weaver, która użyczyła swego głosu komputerowi pokładowemu. Na nasze ekrany film trafi z polskim dubbingiem, a Weaver zostanie zastąpiona przez samą Danutę Stenkę. Komputer pokładowy, który w przeciwieństwie do Wall-E'ego oraz Eve sprawnie posługuje się mową ludzką, to niezwykle istotna postać: maszyna, która pokochała władzę i która tak łatwo jej nie odda. Prócz Danuty Stenki usłyszymy m.in. Annę Dymną i Cezarego Żaka.

Film będzie miał światową premierę w najbliższy piątek, ale pojawiły się już pierwsze recenzje. Są fenomenalne: "Wall-E" jest najbardziej czarującym filmowym robotem od czasu, gdy poznaliśmy R2-D2 z "Gwiezdnych wojen". Zawładnie waszymi sercami - pisze Clay Smith w "The Insider", a Pete Hammond z hollywood.com dodaje: Bądźcie gotowi na zakochanie się w Wall-E'im, najbardziej czarującej i oryginalnej gwieździe filmowej ostatnich lat.

"Wall-E" w kinach od 18 lipca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

13.06.08

 

Mamy najkoszmarniejszy piątek w roku: piątek, trzynastego… Czas więc na odrobinę dobrego przerażenia! W kinach debiutuje horror „Ruiny”. Widzowie są zaproszeni do śledzenia walki z potworną, mięsożerną, ba! ludzkożerną winoroślą. Amy (Jena Malone) i Stacy (Laura Ramsey), wraz ze swoimi chłopakami, Jeffem (Jonathan Tucker) i Erickiem (Shawn Ashmore), spędzają wakacje w Meksyku. Tu spotykają niemieckiego turystę Mathiasa (Joe Anderson) i jego greckiego kolegę Dimitra (Dimitri Baveas). Cała grupa wybiera się do dżungli, by obejrzeć ruiny świątyni Majów. Odbywały się tam kiedyś wykopaliska, a Mathias, co wkrótce wychodzi na jaw, poszukuje zaginionego brata. Wyprawa okazuje się jednak śmiertelnie niebezpiecznym pomysłem. Bohaterowie staną twarzą w twarz ze śmiercionośną rośliną...

Gdyby strachu było nie dość, warto udać się do księgarni. Na półkach pojawił się właśnie literacki pierwowzór filmu. „Ruiny” Scotta Smitha to jeden z największych bestsellerów 2006 roku w USA. Książkę gorąco rekomendował sam Stephen King! Polski wydawca książki, Andrzej Kuryłowicz (oficyna Albatros), mówi: – „Ruiny” to horror autentycznie przerażający. Strach nie bierze się tu z zastosowania środków typowych dla tego typu literatury czy filmu: duchów, postaci straszących zza grobu, seryjnych morderców, zombi czy hektolitrów krwi wylewanej przy każdej sposobności. Strach rodzi się tu w zetknięciu bohaterów z Nieznanym – zagrożeniem, które ma bardzo niewinną postać. Boimy się, bo zdajemy sobie sprawę z nieuchronności tego, co ich czeka, przed czym nie ma ucieczki.

Powieść, ale i film, są często uznawane za niezwykle udany miks klimatu „Zaginionych” i „Milczenia owiec”. Autor, oprócz powodzenia „Ruin”, ma na koncie jeszcze inny wielki sukces: „Prosty plan” to 1,5 miliona sprzedanych egzemplarzy i nominacja do Oscara za scenariusz do filmu pod tym samym tytułem. Jak widać, Smith nieźle zna się i na kinie, i na literaturze. Producentka „Ruin” Trish Hoffman potwierdza: – Scott świetnie wie, jak napisać naprawdę przerażającą historię. Doskonale kreśli zachowania zwykłych ludzi postawionych w ekstremalnych, przerażających sytuacjach.

"Ruiny" w kinach i w księgarniach już dziś!

B.B.PR dla Forum Film Poland.

11.06.08

 

Piątek, trzynastego, nie zdarza się co miesiąc. Był, jest i będzie dniem wyjątkowym, rodzącym najczarniejsze fantazje… Jest także świetnym pretekstem do obejrzenia dobrego horroru. I oto pojawiła się taka możliwość – w najbliższy weekend debiutuje na dużym ekranie jeden z ciekawszych horrorów ostatnich lat: „Ruiny” w reżyserii Cartera Smitha, z Benem Stillerem jako producentem.

„Ruiny” to historia Amy (Jena Malone) i Stacy (Laura Ramsey), które wraz ze swoimi chłopakami, Jeffem (Jonathan Tucker) i Erickiem (Shawn Ashmore), spędzają wakacje w Meksyku. Pod koniec wycieczki spotykają niemieckiego turystę  athiasa (Joe Anderson) i jego greckiego kolegę Dimitra (Dimitri Baveas). Cała grupa wybiera się do dżungli, by obejrzeć ruiny świątyni Majów. Odbywały się tam kiedyś wykopaliska, a Mathias, co wkrótce wychodzi na jaw, poszukuje zaginionego brata. Wyprawa okazuje się jednak śmiertelnie niebezpiecznym pomysłem. W dżungli młodzi natkną się bowiem na budzącą grozę, pożerającą ludzi winorośl... 

Pomysł, który na papierze wydaje się świetny, na ekranie mógł wypaść mało wiarygodnie. Jednak reżyser zgromadził silny zespół hollywoodzkich speców, którzy nie z takimi wyzwaniami dawali sobie radę. Patrick Tatopoulos specjalizuje się w powoływaniu do życia stworów nie z tej ziemi (ostatnio pracował przy „Jestem legendą” i „10,000 B.C”). Z kolei scenograf Grant Major zdobył Oscara za „Władcę pierścieni” a specjalista od efektów specjalnych Greg L. McMurry pracował między innymi przy „Fantastycznej czwórce 2” i „Death Sentrence”. Krwiożerczej winorośli nadano więc bardzo realny kształt. – Musieliśmy wymyślić, jak się porusza, jak dokładnie wygląda, jakie dźwięki wydaje i co się dzieje z ciałami ludzi, których pożera – tłumaczył Smith. Starano się naśladować ruchy, jakie winorośl przybiera trącona nogą, czy poruszana przez wiatr. Gdy już uporano się z tą pracą, powołano zespół dwunastu doświadczonych rzemieślników, którzy wykonali winorośl listek po listku i kwiatek po kwiatku. 

Winorośl musiała mieć jednak zróżnicowany ruch. W pierwszej części tylko się skrada. Potem bohaterowie zaczynają ją podejrzewać o morderczą naturę. Wreszcie roślina dokonuje zmasowanego ataku. Sceny rozgrywające się w świetle dnia były szczególnie trudne do sfilmowania. W jednej z nich żarłoczną roślinę wraz z kawałkiem własnego ciała Stacy usuwa nożem, a w innej Mathias stwierdza po złamaniu nóg, że poniżej kolan został... zjedzony. Aktorka Jena Malone twierdziła, że niezwykle sugestywne, fałszywe kończyny będą jej się chyba śnić do końca życia. – Zwłaszcza scena z odciętymi nogami Mathiasa wyglądała makabrycznie realistycznie. W dodatku substancja imitująca krew pachniała paskudnie. Z trudem opanowałam mdłości. – Dla uzyskania maksymalnie wiarygodnego efektu, studiowano materiały filmowe z autopsji, obserwowano, jak się zachowuje prawdziwe mięso (rzecz jasna, nie było to mięso ludzkie!). Do produkcji fałszywych kończyn i części ciała użyto głównie silikonu w kombinacjach z innymi, starannie dobranymi materiałami. 

Po co to wszystko? Tłumaczy reżyser: – Horror jest rodzajem kina, w którym o sukcesie można mówić, gdy osiągnie się gwałtowną, fizyczną wręcz reakcję widowni. Moja recepta brzmi: najwięcej realizmu, jak się da, prawdziwi ludzie, prawdziwe otoczenie, prawdziwa groza. Wtedy elementy fantastyczne staną się na czas seansu wiarygodne – podsumowywał Smith. Piątek, trzynastego i odcięte kończyny? Idealna kombinacja!

"Ruiny" w kinach od 13 czerwca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

05.06.08

 

Jeszcze w tym miesiącu (13 czerwca) w kinach zadebiutuje horror wyprodukowany przez popularnego aktora i komika Bena Stillera - "Ruiny". Producent, zafascynowany twórczością pisarza Scotta B. Smitha (m.in. "Prosty plan"), nabył prawa do ekranizacji jego nowej powieści, następnie zaś namówił autora, by sam napisał scenariusz. Szefów DreamWorks skłonił do sfinansowania projektu. Tak powstały "Ruiny", film chwalony przez krytyków i widzów. 

Niemniej jednak "Ruiny", by osiągnąć sukces, potrzebowały jeszcze jednego Smitha. Na planie pojawił się więc Carter Smith, fotograf mody, który zabłysnął wielokrotnie nagradzanym (między innymi na festiwalu w Sundance) średniometrażowym filmem "Bugcrush". Młody reżyser deklarował: - Jestem wielkim fanem horrorów, ale muszę przyznać, że rzadko zdarza się, by filmy trzymające się mocno reguł gatunku miały naprawdę interesująco nakreślone postaci, były wiarygodne psychologicznie i miały wiarygodną scenerię. To wszystko zapewnił nam scenariusz, precyzyjny i przekonujący. Wiadomo, że jest rzadkością w Hollywood, by pisarz całkowicie samodzielnie pracował nad adaptacją. A szkoda. W przypadku "Ruin" to się sprawdziło. Twórca literackiego oryginału, zwłaszcza jeśli czuje kino, doskonale rozumie swych bohaterów, potrafi nadać postaciom głębię, drobnymi, wydawałoby się, zabiegami - tłumaczył realizator.

Producentka Trish Hoffman wychwalała obu Smithów i ich harmonijną współpracę. - Scott wie, jak napisać naprawdę przerażającą historię. Doskonale kreśli zachowania zwykłych ludzi postawionych w ekstremalnych, przerażających sytuacjach. Natomiast Carter podąża w kierunku grozy, subtelnie budując nastrój; czyni to bardzo konsekwentnie i nigdy nie wybiera drogi na skróty. Obserwowałam ich współpracę i uważam, że doskonale się rozumieli i dopełniali.

Co dwóch Smithów, to nie jeden... Film dwa razy lepszy i dwa razy straszniejszy!

Amy (Jena Malone) i Stacy (Laura Ramsey), przyjaciółki od lat, wybierają się w towarzystwie swych chłopaków, Jeffa (Jonathan Tucker) i Erica (Shawn Ashmore), na wakacje do Meksyku. Jeff jest poważnym studentem medycyny, Eric uwielbia imprezować i zachowuje się z irytującą beztroską. Pod koniec wakacji spotykają niemieckiego turystę Mathiasa (Joe Anderson) i jego greckiego kolegę Dimitra (Dimitri Baveas). Cała grupa wybiera się do dżungli, by obejrzeć ruiny świątyni Majów. Odbywały się tam wykopaliska, a Mathias, jak się okazuje, poszukuje też zaginionego brata. Wycieczka okazuje się śmiertelnie niebezpiecznym pomysłem...

"Ruiny" w kinach od 13 czerwca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

28.05.08

 

Wczoraj (wtorek, 27 maja) w Warszawie odbył się specjalny pokaz drugiej części ekranizacji kultowego cyklu książkowego C.S. Lewisa „Opowieści z Narnii”. „Książę Kaspian” został przyjęty owacyjnie, co tylko potwierdziło, że wchodzący na ekrany już w najbliższy piątek (30 maja) film jest jednym z najbardziej oczekiwanych w tym roku.

„Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” to kolejny epizod historii fantastycznej krainy Narnii. Młodzi bohaterowie – Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr Pevensie – trafiają tam ponownie rok po pierwszym pobycie. Okazuje się, że podczas ich nieobecności w Narnii minęło znacznie więcej czasu – aż tysiąc trzysta lat! Mówiące zwierzęta przeszły do legendy. Teraz władzę w krainie sprawuje bezwzględny król-uzurpator Miraz (Sergio Castellitto). Prawowity władca, książę Kaspian (Ben Barnes), siostrzeniec Miraza, został zmuszony do ucieczki. Narnijczycy kryją się przed bezwzględnymi wojskami tyrana. Dopiero rodzeństwo, przybyłe z ogarniętej II wojną światową Anglii, pomoże Kaspianowi odzyskać tron.

Film w tych dniach trafił na ekrany kin całego świata, a twórcy już przygotowują się do dalszej pracy. Pod koniec roku ruszą zdjęcia do trzeciej części „Opowieści...”„The Chronicles of Narnia: the Voyage of Dawn Treader”, której premierę przewiduje się na rok 2010. Tym razem za kamerą stanie weteran brytyjskiego kina, Michael Apted („Córka górnika”, „Nell”, „Świat to za mało”). Reżyser dwóch pierwszych odsłon „Opowieści z Narnii”, Andrew Adamson, zadowoli się prawdopodobnie rolą producenta. Twórca nie odżegnuje się jednak od dłuższej przygody z cyklem C.S. Lewisa: Jeśli widzowie będą tego chcieli, studio zdecyduje się sfilmować wszystkie części, a ja miałbym reżyserować jeszcze którąś z nich, wybrałbym „Siostrzeńca Czarodzieja”. To prequel mówiący o stworzeniu tego cudownego świata. Ponieważ C.S. Lewis napisał go na końcu, był w stanie połączyć wszystkie niepowiązane wątki i usunąć pewne paradoksy. To by mi niezwykle odpowiadało – zdradza Adamson

„Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” w kinach od 30 maja.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

22.05.08

 

Jeszcze przed wakacjami (13 czerwca) na ekrany kinowe wejdzie film „Ruiny”, który może sprawić, że letnie wypady nie będą już wydawać się aż tak bardzo pożądane...

Popularny aktor i reżyser Ben Stiller (m.in. „Poznaj mojego tatę”), wraz z przyjacielem Stuartem Cornfeldem, w założonej przez siebie firmie producenckiej Red Hour Films postanowił wziąć na warsztat książkę Scotta B. Smitha „Ruiny”. Wybór nie był oczywiście przypadkowy. Obaj producenci byli pod dużym wrażeniem powieści Smitha „Prosty plan” i jej wyjątkowo udanej adaptacji filmowej w reżyserii Sama Raimiego (1998). Smith, jako autor scenariusza, zdobył za nią nominację do Oscara. Warto wspomnieć, że w 1993 roku, po rezygnacji Mike’a Nicholsa, Stiller przymierzał się do wyreżyserowania „Prostego planu”. Choć ostatecznie do tego nie doszło, bacznie śledził rynek księgarski i gdy pojawiły się wieści, iż Smith kończy swą kolejną powieść, nie omieszkał się z nią zapoznać, by ewentualnie nabyć prawa do ekranizacji. 

„Ruiny” to historia bardzo odmienna od „Prostego planu”. Najnowsza powieść Smitha korzysta bowiem z konwencji horroru: tytułowe ruiny kryją zabójczy sekret. Przy czym jest to także opowieść o przetrwaniu. Powierzając Smithowi napisanie scenariusza, producenci liczyli na jego inteligencję oraz znajomość literackich i filmowych konwencji. – Staliśmy przed ważnym wyborem – wspominał jeden z nich, Chris Bender. – Mogliśmy nakręcić rzecz pełną brutalnych scen, która miała po prostu wstrząsnąć widzem. Albo też spróbować czegoś oryginalniejszego, by oddziaływać w sposób bardziej wyrafinowany na psychikę i emocje widza. Rzecz jasna, wybraliśmy tę drugą drogę.

Decyzja, jak już dziś wiadomo, była ze wszech miar słuszna. Choć reżyserii podjął się młody twórca – Carter Smith, a na ekranie królują nieopatrzone twarze, okazało się, że w tym szaleństwie była metoda. Intuicja nie zawiodła Bena Stillera, który ma na producenckim koncie takie hity, jak „Zoolander”, „Starsza pani musi zniknąć” czy kilka sezonów świetnego „Ben Stiller Show”. Krytycy potwierdzają, że projekt jest udany. – Zaskakująco efektowny przerażający koszmar senny – pisał Wesley Morris w Boston Globe, a Gene Seymour na łamach Newsday dodawał: – Klasycznie przerażający, lecz podany inteligentniej i dużo bardziej sugestywnie. 

Wygląda na to, że będzie naprawdę strasznie...

Amy (Jena Malone) i Stacy (Laura Ramsey), przyjaciółki od lat, w towarzystwie swych chłopaków, Jeffa (Jonathan Tucker) i Erica (Shawn Ashmore), spędzają wakacje w Meksyku. Jeff jest poważnym studentem medycyny, Eric uwielbia imprezować i zachowuje się z irytującą beztroską. Pod koniec wakacji obie pary spotykają niemieckiego turystę Mathiasa (Joe Anderson) i jego greckiego kolegę Dimitra (Dimitri Baveas). Cała grupa wybiera się do dżungli, by obejrzeć ruiny świątyni Majów. Odbywały się tam kiedyś wykopaliska, a Mathias, co wkrótce wychodzi na jaw, poszukuje zaginionego brata. Wycieczka okazuje się jednak śmiertelnie niebezpiecznym pomysłem...

„Ruiny” w kinach od 13 czerwca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

19.05.08

 

Lada chwila (30 maja) druga część „Opowieści z Narnii” zadebiutuje w polskich kinach. Póki co, w miniony weekend, „Książę Kaspian” rozpoczął podbój USA. Wyniki są świetne, od piątku film zarobił ponad 56,5 mln dolarów!

Nic dziwnego. To jedna z największych i najbardziej spektakularnych produkcji tego roku, ba, ostatnich kilku lat. Tysiące przemierzonych kilometrów (film kręcono od Nowej Zelandii po Europę Środkową), tony sprzętu, niekończące się godziny charakteryzacji: „Opowieści z Narnii” to nie tylko wielkie przedsięwzięcie, ale i wielkie przedsiębiorstwo. 

Jedna z pierwszych scen filmu rozgrywa się na stacji londyńskiego metra. Jest 1941 rok, trwa II wojna światowa, Londyn jest oblężony. Rodzeństwo Pevensie, w szkolnych tweedowych mundurkach, czeka na pociąg na stacji Strand, rzut kamieniem od Trafalgar Square. Scenografię zbudowano wyjątkowo wiernie w stosunku do oryginału – nie sposób uwierzyć, że tak naprawdę filmowcy znajdowali się w Henderson Studios w Nowej Zelandii. Na planie uwijała się kilkudziesięcioosobowa ekipa i prawie setka statystów ucharakteryzowanych na brytyjskich podróżnych. A to był dopiero pierwszy dzień pracy! W sumie filmowcy spędzili na planie 136 dni. Ostatni klaps padł w Pradze, 31 sierpnia minionego roku. 

Przeżyć wspólnie tyle dni, w szaleńczym tempie i stresie – to może wytrzymać tylko zgrana ekipa. Faktycznie, na planie spotkało się wielu starych znajomych – jednak widzowie szybko zauważą, że w „Księciu Kaspianie” pojawiły się też nowe, wielkie nazwiska. Choćby Petera Dinklage. Aktor dał się zapamiętać dzięki wybitnej roli w „Dróżniku” Thomasa McCarthy’ego, a ostatnio brylował w komedii Franka Oza „Zgon na pogrzebie”. Dinklage zagrał Zuchona, cynicznego karła. – Przeważnie proponują mi role bohatera albo drania i nic pomiędzy. A Zuchon jest właśnie kimś pomiędzy. Z pewnością nie przypomina on żadnego krasnoludka z „Królewny Śnieżki” – żartował w swoim stylu mały wielki aktor. 

Ciąg dalszy przygód rodzeństwa Pevensie w niesamowitej krainie Narnii w kinach już
od 30 maja.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

15.05.08

 

Nie od dziś wiadomo, że filmowy hit potrzebuje wielkich nazwisk – gwiazd z pierwszych stron gazet, ekscytujących plotek i oszałamiających hollywoodzkich uśmiechów. Andrew Adamson – reżyser „Księcia Kaspiana”, czyli wchodzącej właśnie na ekrany drugiej części „Opowieści z Narnii”, wyszedł z innego założenia i... zwyciężył! 

Do tytułowej roli zdecydował się zatrudnić Bena Barnesa, młodego angielskiego aktora, znanego głównie ze sceny. Choć nazwisko Barnesa nie jest obce bywalcom londyńskich teatrów, szersza publiczność dotąd o nim nie słyszała. – Ben przyleciał do Los Angeles na przesłuchanie tuż po sobotnim przedstawieniu „History Boys” na West Endzie. Niemal od razu mieliśmy pewność, że to właśnie nasz Kaspian. Ma w sobie wiele z gwiazdy filmowej w starym stylu, urodę i magnetyzującą charyzmę – zachwycał się producent filmu Mark Johnson. Wkrótce potem aktor musiał się udać do Nowej Zelandii na intensywny kurs walki wręcz i jazdy konnej, trwający aż dwa miesiące. 

Barnes tak wspominał swą reakcję na wiadomość o tym, że przeszedł pomyślnie zdjęcia próbne: – Po prostu wybiegłem przed dom i wrzeszczałem. – Lada chwila krzyczeć i piszczeć będą z pewnością fanki na widok młodego gwiazdora... 

Jak wielu członków obsady, Ben nieźle znał książkę. – Tata czytał mi ją, gdy miałem jakieś osiem lat, imitując wszystkie te niezwykłe głosy. Potem oglądałem wersję BBC. Podczas studiów zajmowałem się literaturą dziecięcą i wtedy poznałem dobrze utwory Lewisa. – Jednak rzeczywistość filmowa przerosła wyobraźnię młodego aktora. Zadziwiła go przede wszystkim skala przedsięwzięcia, tłum ludzi uwijających się na planie oraz ogromne dekoracje, zwłaszcza imponujący zamek tyrana. – Andrew powiedział mi, że na ekranie, dzięki efektom komputerowym, będzie on jakieś trzy razy większy. – Aktor przyznał, że praca nad filmem sprawiła mu pewne trudności. – Polegała ona często na czekaniu i wielu powtórkach. Trudno wtedy osiągnąć stan pożądanej koncentracji – tłumaczył. Barnes twierdził, że bardzo pomógł mu reżyser, który miał w głowie każdy najdrobniejszy detal, nawet podczas kręcenia pełnych rozmachu i zgiełku ogromnych scen zbiorowych. Potwierdził też, że reszta młodych aktorów przyjęła go bardzo dobrze. – Czytasz te wszystkie wywiady w prasie i myślisz, że te gadki o jednej wielkiej filmowej rodzinie są śmieszne, ale w tym przypadku okazało się to prawdą. – Pierwsze koty za płoty. Przed Benem Barnesem kariera stoi otworem. Po pracy przy „Narnii” każda kolejna produkcja będzie bułką z masłem! 

Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr Pevensie po roku wracają do fantastycznej krainy Narnii. Podczas ich nieobecności minęło tam tysiąc trzysta lat. Mówiące zwierzęta są już tylko wspomnieniem. Teraz władzę w Narnii sprawuje bezwzględny król-uzurpator Miraz. Prawowity władca – książę Kaspian, siostrzeniec Miraza, został zmuszony do ucieczki. Narnijczycy kryją się przed bezwzględnymi wojskami tyrana. Dopiero rodzeństwo, przybyłe z ogarniętej II wojną światową Anglii, pomoże Kaspianowi odzyskać tron. 

„Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” w kinach od 30 maja.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

07.05.08

 

Już od 30 maja miłośnicy fantazji, przygody i spektakularnych produkcji filmowych będą mogli cieszyć się jednym z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Na ekrany wejdą bowiem "Opowieści z Narnii: Książę Kaspian" w reżyserii Andrew Adamsona ("Shrek", "Shrek 2"). Wczoraj, 6 maja, w Warszawie, odbyło się spotkanie z największymi narnijnymi autorytetami w kraju. Na konferencji zjawili się m.in. wydawca dzieł C.S. Lewisa - Robert Gamble oraz producentka - Marianna Rowińska (Ozumi Films). Ta ostatnia zdradziła zebranym kilka nieznanych dotąd szczegółów dotyczących realizacji zdjęć do "Opowieści z Narnii" w Polsce.

Mimo że w pierwszej części pojawiło się kilka scen nakręconych w naszym kraju, zapowiadało się, że filmowcy ominą Polskę. Stało się jednak inaczej! Marianna Rowińska opowiada: - Tym razem Polska będzie w dużo większym stopniu obecna na ekranie. W Górach Stołowych i w Szklarskiej Porębie zrealizowano pełne rozmachu sceny. To było naprawdę ogromne, trudne logistycznie przedsięwzięcie: 600 osób ekipy, mnóstwo sprzętu, potężne dekoracje. Zbudowano m.in. cały las, pełen przywiezionych specjalnie w tym celu z Włoch wysokich brzóz, które w Polsce nie występują, a także drugą (naprzeciw naturalnej) ścianę wodospadu. 

Europejskie, w tym polskie plenery i lokalizacje okazały się idealne. By obniżyć koszty, baza produkcyjna filmu została ulokowana w Anglii, m.in. ze względu na ulgi podatkowe. Zdjęcia rozpoczęto w lutym 2007 roku w Auckland (Nowa Zelandia), następnie przeniesiono się do Europy i tu zrealizowano większość kluczowych scen. Doskonałe plany filmowe znaleziono przede wszystkim w Europie Środkowej, zwłaszcza w Czechach i w Polsce. Ogromną dekorację dziedzińca zamku okrutnego króla Miraza wybudowano w praskim studiu Barrandov. W lipcu nakręcono zaś niezwykle skomplikowaną sekwencję bitwy na moście na rzece Socza w Słowenii. Powstała tam gigantyczna replika mostu, wzorowanego na  budowlach rzymskich. Zdjęcia ukończono 8 września 2007 roku. Rowińska podsumowuje: - Jesteśmy bardzo dumni, że mogliśmy uczestniczyć w tej niezwykłej produkcji. Rzadko się zdarza, by w Polsce kręcono hollywoodzkie filmy, dlatego wszyscy traktowaliśmy to nie tylko jako zadanie do wykonania, ale jako wyjątkową przygodę. Entuzjazm i poświęcenie całej ekipy były ogromne. A jak ocenili pobyt w naszym kraju hollywoodzcy producenci? Amerykanie byli bardzo zadowoleni ze współpracy. Myślę, że sporą rolę odegrała też polska gościnność: spotykali się tutaj z wielką serdecznością. Powiedzieli mi - i sądzę, że byli szczerzy - że nigdzie im się tak dobrze nie pracowało jak w Polsce - mówi szefowa Ozumi Films.

Czwórka angielskich dzieci - Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr Pevensie - odnalazła drogę do fantastycznej krainy Narnii. Zgodnie z obietnicą Lwa - Króla Aslana, dzieci powracają do baśniowej krainy. W Narnii minęło tysiąc trzysta lat. Mówiące zwierzęta przeszły do legendy. Władzę w Narnii sprawuje bezwzględny król-uzurpator Miraz. Prawowity władca - książę Kaspian, siostrzeniec Miraza, został zmuszony do ucieczki. Narnijczycy kryją się przed bezwzględnymi wojskami tyrana. Dopiero rodzeństwo, przybyłe z ogarniętej II wojną światową Anglii, pomoże Kaspianowi odzyskać tron.

„Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” w kinach od 30 maja.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

19.04.08

 

Minął rok, od kiedy czwórka angielskich dzieci – Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr Pevensie – znalazła drogę do fantastycznej krainy Narnii. Zgodnie z obietnicą Lwa – Króla Aslana, dzieci powracają teraz do baśniowej krainy. W czasie ich nieobecności minęło tutaj tysiąc trzysta lat! Mówiące zwierzęta przeszły do legendy, a władzę w Narnii sprawuje bezwzględny król-uzurpator Miraz. Prawowity władca, książę Kaspian, siostrzeniec Miraza, został zmuszony do ucieczki. Narnijczycy kryją się przed bezwzględnymi wojskami tyrana. Dopiero rodzeństwo, przybyłe z ogarniętej II wojną światową Anglii, pomoże Kaspianowi odzyskać tron.

Jak jest naprawdę? Czy od ostatniego spotkania z magiczną Narnią minął rok czy tysiąc trzysta lat? W naszym realnym świecie – niemal dwa i pół roku. Po fantastycznej szarży na kina „Lwa, Czarownicy i starej szafy” w styczniu 2006 roku, w kinach pojawi się już w maju kontynuacja spektakularnych „Opowieści z Narnii”. Za kamerą ponownie stanął Andrew Adamson („Shrek”). Czego mogą spodziewać się widzowie? Reżyser twierdzi, że tym razem to film przede wszystkim dla chłopców. – Przeciwnicy naszych bohaterów to przeważnie ludzie, groźni wojownicy – opowiadał. – Nadaliśmy im inspirowany średniowieczem wygląd. Nawiązaliśmy zwłaszcza do ówczesnych hiszpańskich i francuskich formacji wojskowych.

Nowy film to także opowieść o dojrzewaniu. William Moseley tak tłumaczył ewolucję granej przez siebie postaci: – Piotr ma własne problemy, z którymi musi się uporać, a Kaspian (Ben Barnes) własne. Początkowo mocno ze sobą rywalizują, dochodzi pomiędzy nimi do ostrych starć. Zaczynają jak rozgniewani na siebie nastolatkowie, a gdy ta część opowieści się kończy, rozumieją konieczność kompromisu i zachowują się jak mądrzy królowie.  Na planie dwaj młodzi aktorzy się zaprzyjaźnili. Anna Popplewell (filmowa Zuzanna) tak opowiadała o atmosferze podczas pracy: – Czuliśmy się trochę jak na zjeździe rodzinnym. Poznaliśmy się wszyscy dobrze podczas kręcenia poprzedniego filmu. Wiedzieliśmy, jakie są nasze mocne strony, ale także nauczyliśmy się, jak radzić sobie z tym, co się nam niekoniecznie w innych podoba.

Nowa „Narnia” to film doroślejszy. Adamson zdecydował się na rozwinięcie niektórych wątków. W filmie znalazły się więc spektakularne sceny walk, nieobecne w powieści, a zwłaszcza widowiskowy rajd Kaspiana i Piotra na zamek Miraza. Zuzanna i Łucja miały też o wiele większy udział w scenach akcji niż w pierwszym filmie. – Zuzanna naprawdę walczy, a Łucja naprawdę jest zmuszona posługiwać się sztyletem – mówił Adamson. – Zyskałem zaufanie producentów i zaufanie do samego siebie, pracując nad pierwszą częścią filmu. Dlatego odważyłem się pójść krok dalej. 

Reżyser nie zmienił jednak zasad, które przyświecały mu podczas pracy nad pierwszą częścią. Twierdzi, że jeśli odstępował od literackiego pierwowzoru, to tylko w minimalnym stopniu, starając się zachować ducha twórczości C.S. Lewisa.

„Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” w kinach od 30 maja.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

16.04.08

 

Wczoraj w Warszawie odbyła się premiera najnowszego filmu Jarosława Żamojdy„Skorumpowani”. W uroczystym pokazie udział wzięli reżyser, producent Jacek Samojłowicz, wybitni sportowcy Maciej Grubski i Dariusz Bajkowski oraz odtwórcy głównych ról – Olga Bołądź, Jerzy Trela, Artur Łodyga i zagraniczne gwiazdy „Skorumpowanych” Max Ryan (Liga niezwykłych dżentelmenów) i Olivier Gruner (Kumite). „Skorumpowani”, oprócz mocnego rysu sensacyjnego, mają jeszcze jeden, wyjątkowo ciekawy wymiar. To pierwszy od wielu lat polski film, który w dużej mierze skupia się na sportach walki. Stąd w obsadzie Maciej Grubski, sześciokrotny mistrz świata w karate oraz Dariusz Bajkowski, trener karate AWF w Poznaniu, który sztukami walki zajmuje się od 24 lat. Ale żeby stworzyć dobry film ze scenami walki nie wystarczy zatrudnić wybitnych sportowców. Trzeba mieć również kogoś, kto do takich scen stworzy odpowiednią choreografię. 
I tak na planie pojawił się Olivier Gruner. Aktor urodził się w Paryżu, w rodzinie znanego chirurga. Jako nastolatek przeżył fascynację Brucem Lee i zaczął trenować sztuki walki: shotokan, karate, boks i kickboxing. W wieku 18 lat wstąpił do elitarnej francuskiej jednostki wojskowej Commando Marine, w której służył cztery lata. Intensywnie trenował wtedy karate. Po zakończeniu służby zajął się kickboxingiem, utrzymując się z pracy w charakterze ochroniarza, ratownika i instruktora narciarskiego. Po trzech latach treningów, w 1985 roku, został mistrzem Francji kickboxingu. Tytuł obronił dwa razy, a w 1987 roku został mistrzem świata. Rok później zrezygnował z kariery sportowej. Występował jako model, pojawił się w wielu reklamówkach telewizyjnych. U schyłku lat osiemdziesiątych rozpoczął karierę filmową, którą z powodzeniem kontynuuje do dziś. Przez lata wyrósł na jednego z najlepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Żamojda był pod wrażeniem jego niezwykłej sprawności jako choreografa scen walki. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że prawdziwa walka czy sport a podobne sekwencje w kinie to dwie różne sprawy. Ale Gruner uświadomił nam to w pełni. To, co bywa ważne na ringu czy macie, za co zdobywa się punkty, w kinie jest nieistotne  może wręcz przeszkadzać. Myślę, że wszyscy wiele się od niego nauczyliśmy – mówił. Reżyser zdradził też: Olivier dokonał jednej nieustalonej z nami i dość niebezpiecznej ewolucji, związanej z wypadkiem samochodowym. Był przekonany, że to zrobi i że nie potrzebuje kaskadera. Rzeczywiście, udało się, choć najedliśmy się trochę strachu. Doszło tylko do drobnej kontuzji.

Po wczorajszej premierze Olivier Gruner powiedział: Film bardzo mi się podobał. Naprawdę dobra robota! Będę mógł go polecać z czystym sumieniem.

Akcję „Skorumpowanych” zainspirowały wydarzenia z 2005 roku – wielka policyjna operacja przeciw przemytowi narkotyków przez Polskę tzw. „szlakiem bałkańskim”. Do Polski przyjeżdżają rosyjscy gangsterzy Siergiej (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner), by odzyskać przechwycony przez policję towar. Zatrzymują się w nocnym klubie należącym do bossa świata przestępczego, zwanego Cygaro (Jerzy Trela). Tu przypadkowo dochodzi do morderstwa syna wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert). Śledztwo stoi w miejscu, więc siostra zabitego, Patrycja (Olga Bołądź), zatrudnia się w lokalu, by na własną rękę szukać zabójców brata... Reżyser Jarosław Żamojda podsumowuje: Kilka elementów sprawia, że ten film jest wyjątkowy i powinien przyciągnąć widzów do kin. Po pierwsze: sceny walki, za które był odpowiedzialny wielki specjalista – Olivier Gruner. Po drugie: wciągająca historia. Taka, która mogła przydarzyć się każdemu z nas. Historia oparta na faktach, co dodaje jej atrakcyjności i ją urzeczywistnia.

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

11.04.08

 

18 kwietnia na ekranach polskich kin rozegra się wielkie starcie największych nazwisk rodzimej kinematografii. Przed kamerą Jarosława Żamojdy w filmie "Skorumpowani" stanęli naprzeciw siebie Jan Englert i Jerzy Trela. W najnowszym sensacyjnym obrazie twórcy "Młodych wilków" ci wielcy aktorzy toczą filmową walkę o wpływy, życie, honor i najbliższych.

Englert w "Skorumpowanych" wciela się we wpływowego biznesmena Burzyńskiego, którego syn zostaje zamordowany w nocnym klubie należącym do bossa świata przestępczego zwanego Cygaro (Jerzy Trela), córka zaś Patrycja (Olga Bołądź) próbuje na własną rękę odnaleźć zabójców brata. - Musi podjąć walkę - mówi o swoim bohaterze Jan Englert. - Musi siebie przełamać. Ta kalka człowieka obdarzonego władzą, stykającego się ze światem szarej strefy, przestępstwa, staje wobec dylematu zaryzykowania całego swojego życia, całego swojego dorobku, dla ratowania podstawowych rzeczy, w tym wypadku rodziny. Jest co zagrać, po prostu. - Burzyński szuka wsparcia u senatora o nazwisku Apostoł (Krzysztof Wakuliński), nie wiedząc, że ten powiązany jest z Cygaro i jego żołnierzami. Jerzy Trela tak charakteryzuje swoją postać: - Jest twardzielem. Trzyma mocną ręką wszystkich w koło, całe otoczenie. Natomiast gdzieś tam, w środku, wewnątrz, coś ludzkiego w nim jest.

Reżyser opowiadał, jak wyglądało spotkanie zagranicznych gwiazd, biorących udział w filmie, z legendami polskiego kina: Pomimo bariery językowej, Max Ryan (w "Skorumpowanych" rosyjski gangster Siergiej) i Olivier Gruner (jego wspólnik Montenegro) z ogromnym szacunkiem podeszli do Jerzego Treli. Wyczuli od razu jego klasę i charyzmę. Co do Jana Englerta, to jest on aktorem, który doskonale mógłby grać w anglosaskich produkcjach wszelkiego rodzaju. Ma doskonałe wyczucie stylu i konwencji.

Mistrzowskie rozgrywanie najdrobniejszych niuansów roli i fenomenalne wyczucie emocji to znaki rozpoznawcze Treli i Englerta. Czy ich ekranowe spotkanie stanie się znakiem czasów na miarę starcia Franza Maurera (Bogusław Linda) i Ola (Marek Kondrat) w "Psach" Władysława Pasikowskiego? Przekonamy się już 18 kwietnia.

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

04.04.08

 

Na firmamencie polskiego show biznesu rozbłysła właśnie nowa gwiazda. Młodziutka, bo zaledwie dwudziestoczteroletnia aktorka Olga Bołądź coraz wyraźniej zapowiada się na  objawienie nadchodzących sezonów. Role wybiera odważnie, nie stroni od wcielania się w kontrowersyjne postaci. Do tej pory była znana  przede wszystkim z telewizji - w serialu "39 i pół" zagrała lesbijkę, partnerkę Pauli (Sonia Bohosiewicz); w "Teraz albo nigdy" kochankę jednego z bohaterów, Michała (Rafał Królikowski).

Do debiutu w dużej roli w filmie fabularnym wybrała "Skorumpowanych" w reżyserii Jarosława Żamojdy. Ten film to dla Olgi nie tylko wyzwanie artystyczne i aktorskie, ale także fizyczne. Ucieczki, pościgi, sztuki walki - czyli film sensacyjny w pełnym tego słowa znaczeniu. Na konferencji prasowej poświęconej filmowi Olga mówiła: - To była naprawdę ciężka praca. Nie sposób zliczyć siniaków, które zebrałam w trakcie zdjęć. Jednak było warto!

Choć aktorka wspomina pracę na planie "Skorumpowanych" jako okres wyjątkowo wyczerpujący, wysiłek się opłacił. Jarosław Żamojda podkreślał zaangażowanie i talent grającej kluczową rolę Olgi. Zdaniem reżysera, doskonale potrafiła oddać psychologiczne niuanse swej bohaterki i jednocześnie odnaleźć się w estetyce kina akcji. A zadanie miała niełatwe. W "Skorumpowanych" zagrała Patrycję, córkę biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert), która na własną rękę poszukuje zabójców brata. 

"Skorumpowanych" zainspirowały prawdziwe wydarzenia związane z udaremnieniem przerzutu narkotyków przez Polskę tzw. "szlakiem bałkańskim". Rosyjscy gangsterzy Siergiej (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner) chcą odzyskać przechwycony przez policję towar. Zatrzymują się w nocny  klubie należącym do bossa świata przestępczego - Cygaro (Jerzy Trela). Tu nieszczęśliwie dochodzi do morderstwa młodego chłopaka. Policja jest bezradna, więc siostra zabitego, Patrycja (Olga Bołądź), zatrudnia się w lokalu, by przeprowadzić własne śledztwo... 

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

01.04.08

 

Wczoraj w Warszawie odbyła się konferencja prasowa najnowszego filmu Jarosława Żamojdy - „Skorumpowani”. W warszawskim Champions Sports Barze pojawili się aktorzy, m.in. Mariusz Pujszo, Paweł Burczyk, Olga Bołądź, Artur Łodyga, Wenanty Nosul oraz reżyser Jarosław Żamojda i producent Jacek Samojłowicz. Wśród gości nie zabrakło też polskich mistrzów sportów walki, którzy w filmie prezentują swoje umiejętności, Macieja Grubskiego i Dariusza Bajkowskiego. Brakowało za to osoby, na którą wszyscy czekali z ogromną ciekawością... Max Ryan – Brytyjczyk, gwiazdor hollywoodzkiego kina akcji, w sobotę przyleciał do Polski, by promować „Skorumpowanych”. Wylądował, zameldował się w hotelu i... zniknął! Producent zapowiadał już, że zamierza zgłosić jego zaginięcie na policję. Jednak, jak na etatowego bohatera filmów sensacyjnych przystało, Ryan stopniował napięcie, by zjawić się na konferencji sporo później, tajemniczą miną kwitując pytania o swoją nieobecność. Jak widać, Warszawa może być sceną prawdziwie zagadkowych wydarzeń!

I tego trzymali się twórcy „Skorumpowanych”. Akcję filmu zainspirowała wielka policyjna operacja z 2005 roku przeciw przemytowi narkotyków przez Polskę tzw. „szlakiem bałkańskim”. Założeniem twórców nie było jednak stworzenie paradokumentalnego filmu o pracy policji, lecz dynamicznego widowiska akcji. Jak podkreślał reżyser, nie chodziło też wyłącznie o zachowanie czystości gatunkowej. – Interesujące wydawało nam się połączenie kilku elementów – tłumaczył. – Mamy zatem pościgi i sceny walk, ale także ważny wątek obyczajowy: reakcję rodziny Burzyńskich na tragedię, jaka ich spotkała. Rodziny, która znalazła się już dawno w stanie kryzysu. Jest tu wreszcie obraz siermiężny i dość prawdziwy działania naszych lokalnych gangsterów zderzony ze stylem bycia międzynarodowych „zawodowców zbrodni”. Chcieliśmy utrzymać te wątki i odmienne tonacje w swoistej równowadze.

„Skorumpowani” to wyjątkowy film z jeszcze jednego powodu. Na jego planie spotkali się ludzie z bardzo różnych światów: uznani aktorzy kina popularnego, jak Olivier Gruner i Max Ryan, legendarne postaci polskiej sceny i filmu – Jerzy Trela i Jan Englert, wspierane przez cenionych aktorów charakterystycznych oraz sławni sportowcy. Jak wyglądało spotkanie tych zupełnie odmiennych ludzi filmu? Żamojda wspominał, iż w atmosferze wzajemnego respektu. Pomimo bariery językowej, Ryan i Gruner z ogromnym szacunkiem podeszli do Jerzego Treli. Wyczuli od razu jego klasę i charyzmę. Co do Jana Englerta, to jest on aktorem, który doskonale mógłby grać w anglosaskich produkcjach wszelkiego  rodzaju. Ma doskonałe wyczucie stylu i konwencji. Spotkanie tych trzech światów brzmi jak przepis na  pierwszy polski sensacyjny blockbuster.

Do Polski przybywają rosyjscy gangsterzy Siergiej (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner), by odzyskać przechwycony przez policję towar. Zatrzymują się w nocny  klubie należącym do bossa świata przestępczego, zwanego Cygaro (Jerzy Trela). Tu przypadkowo dochodzi do morderstwa syna wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert). Śledztwo stoi w  miejscu, więc siostra zabitego, Patrycja (Olga Bołądź), zatrudnia się w lokalu, by na własną rękę szukać zabójców brata. Gdy trafia na dowody zbrodni, ucieka, lecz gangsterzy podążają jej śladem. Dziewczynie pomaga komisarz Maksymilian (Artur Łodyga), którego na trop mafii naprowadziło morderstwo chłopaka. Tymczasem Burzyński szuka wsparcia u senatora o nazwisku Apostoł (Krzysztof Wakuliński), nie wiedząc, że ten powiązany jest z Cygaro i jego żołnierzami…

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

 

27.03.08

 

To był ostatni moment, żeby do polskiego filmu zaangażować brytyjskiego aktora Maxa Ryana. Udało się! 18 kwietnia na ekrany kin wchodzi polsko-amerykańskie kino akcji – film „Skorumpowani”
Ostatni moment, bo chwilę po zakończeniu zdjęć do naszej rodzimej produkcji, kariera Ryana ruszyła z kopyta. Nie znaczy to, że wcześniej aktor narzekał na brak pracy. Przeciwnie – ma na  koncie kilka poważnych tytułów, jak choćby „Liga niezwykłych dżentelmenów” z Seanem Connery w roli głównej, „Gilgamesh” z Peterem O'Toolem czy „Pocałunek smoka” z Jetem Li. Jednak właśnie teraz ten brytyjski aktor trafił na swój czas.
Jarosław Żamojda – reżyser „Skorumpowanych” mówi: Max Ryan jako aktor został odkryty w Wielkiej Brytanii i od tego czasu jego kariera rozwija się w imponującym tempie. Dziś już nie moglibyśmy go namówić do udziału w polskim filmie. Agenci mają dla niego propozycje od największych studiów w L.A. Jestem przekonany, że wejdzie do światowej czołówki i to już wkrótce. Ma talent i warunki, aby stać się gwiazdą światowej klasy. 
Żamojda docenił Ryana przede wszystkim jako aktora, ale trzeba podkreślić, że charakter filmu, szybka akcja oraz skomplikowane sceny walk wymagały od Brytyjczyka także świetnej kondycji fizycznej. Reżyser tak opowiadał o scenach  akcji na planie „Skorumpowanych”: Wiadomo, że część trudnych i niebezpiecznych scen powierza się kaskaderom. Chodzi o bezpieczeństwo aktorów. W naszym filmie mamy scenę ucieczki samochodowej  brawurowy wyścig po ulicy pełnej samochodów. Zapytałem Maxa, co myśli o tej scenie. Jak możemy ją  zrealizować? Odpowiedział, że sam chce siedzieć za  kierownicą – zdradza Żamojda. – Każdemu innemu  aktorowi zaproponowałbym dublera. Ale  Maxowi mogłem zaufać. Nie miałem wątpliwości, że potrafi terenowym samochodem, z  prędkością bliską setki, jechać pod prąd między innymi samochodami. Max  przez wiele lat ścigał się zawodowo na motocyklach. Wiedział, jak poprowadzić samochód, aby  dojechać cało do mety.
Max Ryan już w najbliższą sobotę przylatuje do Warszawy, by wziąć udział w prezentacji filmu dla dziennikarzy. Bohater męskiego kina akcji? Tak, ale również pełen uroku mężczyzna, który bardzo podoba się kobietom. Może więc "Skorumpowani" cieszyć się będą powodzeniem nie tylko wśród męskiej części widowni? Akcję filmu zainspirowały wydarzenia z 2005 roku – wielka policyjna operacja przeciw przemytowi narkotyków przez Polskę tzw. „szlakiem bałkańskim”.  Do Polski przybywają rosyjscy gangsterzy Siergiej (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner), by odzyskać przechwycony przez policję towar. Zatrzymują się w nocnym klubie należącym do bossa świata przestępczego, zwanego Cygaro (Jerzy Trela). Tu przypadkowo dochodzi do morderstwa syna wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert). Śledztwo stoi w miejscu, więc siostra zabitego, Patrycja (Olga Bołądź), zatrudnia się w lokalu, by na własną rękę szukać zabójców brata. Gdy trafia na dowody zbrodni, ucieka, lecz gangsterzy podążają jej śladem. Dziewczynie pomaga komisarz Maksymilian (Artur Łodyga), którego na trop mafii naprowadziło morderstwo chłopaka. Tymczasem Burzyński szuka wsparcia u senatora o nazwisku Apostoł (Krzysztof Wakuliński), nie wiedząc, że ten powiązany jest z Cygaro i jego żołnierzami…

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

17.03.08

 

Nowy film Jarosława Żamojdy„Skorumpowani”, pojawi się w kinach 18 kwietnia.

Jutro, we wtorek 18 marca, poznamy zwiastun, w którym, podobnie jak w filmie, ogromnie ważną rolę pełni muzyka Piotra Salabera (premiera w Internecie na portalu wp.pl). A już dziś przedstawiamy teaser plakatu, który zapowiada kino akcji rzucające wyzwanie takim polskim produkcjom, jak „Świadek koronny” czy „PitBull”. Przypomnijmy, że twórcy „Skorumpowanych” także odwołują się do prawdziwych wydarzeń.

Córka wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert), Patrycja (Olga Bołądź), wraca do Polski po dwuletnim pobycie w Londynie. Tego samego wieczoru, w nocnym klubie należącym do bossa świata przestępczego, zwanego Cygaro (Jerzy Trela), w tajemniczych okolicznościach ginie jej brat. Wobec bierności policji Patrycja sama postanawia wyjaśnić okoliczności zabójstwa. Jej ojciec zaś zwraca się z prośbą o pomoc do senatora o nazwisku Apostoł (Krzysztof Wakuliński). Tymczasem śmierć chłopaka naprowadza komisarza Maksymiliana (Artur Łodyga) na trop rosyjskiej mafii, próbującej odzyskać zarekwirowany przez polską policję „towar” – ogromny transport kokainy. Razem z Patrycją będą musieli zmierzyć się z bezwzględnymi bandytami, działającymi w porozumieniu z Cygaro i z Apostołem: Siergiejem (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner)…

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

14.03.08

 

18 kwietnia w kinach pojawi się film, jak na polską kinematografię, zaskakujący. „Skorumpowani” to bowiem kino akcji nawiązujące do prawdziwych wydarzeń, zrealizowane z właściwym temu gatunkowi rozmachem.

Za kamerę wraca po przerwie Jarosław Żamojda („Młode wilki”), a na ekranie zobaczymy m.in. Jana Englerta („Bezmiar sprawiedliwości”), Jerzego Trelę („Anioł w Krakowie”), Krzysztofa Wakulińskiego („Na Wspólnej”), Beatę Ścibakównę („Samo życie”) i nową twarz w polskim kinie – urodziwą Olgę Bołądź („39 i pół”). Scenami walk zajął się wybitny specjalista w tej dziedzinie, Olivier Gruner („Cena honoru”), mistrz świata w kickboxingu.

W październiku 2005 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego udaremnili przerzut ogromnych ilości kokainy tzw. „szlakiem bałkańskim” prowadzącym przez Polskę na zachód Europy. W akcji wzięło udział niemal czterystu policjantów, a rozpracowywanie grupy przestępczej trwało ponad rok. Jak można było przeczytać na stronach KG Policji, „przemycana heroina trafiała do Polski głównie z Bułgarii, w skrytkach samochodów osobowych i ciężarowych. Najczęściej konstruowano skrytki mogące pomieścić kilkanaście kilogramów narkotyku. Policjanci z CBŚ cały czas w fazie rozpracowywania grupy współpracowali z policją z Bułgarii”.

W tym miejscu wkroczyła inwencja twórcza scenarzystów, a wraz z nią ponętne kobiety, bezwzględni gangsterzy, liczne zwroty akcji oraz sceny walk i pościgi samochodowe.

Do Polski przybywają rosyjscy gangsterzy Siergiej (Max Ryan) i Montenegro (Olivier Gruner), by odzyskać przechwycony przez policję towar. Zatrzymują się w nocnym klubie należącym do bossa świata przestępczego, zwanego Cygaro (Jerzy Trela). Tu przypadkowo dochodzi do morderstwa syna wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert). Śledztwo stoi w miejscu, więc siostra zabitego, Patrycja (Olga Bołądź), zatrudnia się w lokalu, by na własną rękę szukać zabójców brata. Gdy trafia na dowody zbrodni, ucieka, lecz gangsterzy podążają jej śladem. Dziewczynie pomaga komisarz Maksymilian (Artur Łodyga), którego na trop mafii naprowadziło morderstwo chłopaka. Tymczasem Burzyński szuka wsparcia u senatora o nazwisku Apostoł (Krzysztof Wakuliński), nie wiedząc, że ten  powiązany jest z Cygaro i jego żołnierzami…

„Skorumpowani” w kinach od 18 kwietnia.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

07.03.08

 

Jeff Daniels należy do wyjątkowo wszechstronnych aktorów. Potrafi świetnie się zaprezentować zarówno w zwariowanej komedii w stylu "Głupi i głupszy", jak i w wymagającej "Dzikiej namiętności" Jonathana Demme'a. Tej wiosny pojawi się na ekranach w roli niewidomego w thrillerze "Świadek bez pamięci".

Film opowiada historię Chrisa Pratta (Joseph Gordon-Levitt), który po groźnym wypadku samochodowym traci pamięć. Obiecujący sportowiec, z majętnej rodziny, który miał śliczną narzeczoną i perspektywy wielkiej kariery, teraz nie potrafi zapamiętać najprostszych informacji. Mieszka ze swym przyjacielem i mentorem, ociemniałym Lewisem (Daniels). Udaje mu się zdobyć pracę nocnego sprzątacza w lokalnym oddziale banku. Dawny kumpel ze szkoły, Gary Spargo (Matthew Goode), pomaga mu uwierzyć w siebie, a nawet znajduje mu dziewczynę, striptizerkę Luvlee Lemons. Wkrótce jednak wychodzi na jaw, że Gary szykuje skok na bank i zamierza bezwzględnie wykorzystać Pratta.

Niezwykle istotne dla reżysera filmu Scotta Franka było znalezienie odtwórcy rudnej roli Lewisa - ociemniałego współlokatora głównego bohatera, człowieka o niezwykle ostrym języku, który strzeże Pratta i uczy go, jak zapamiętywać wydarzenia. Frank od dawna z uznaniem śledził karierę Jeffa Danielsa. Jego świetny występ w "Wojnie żywiołów" sprawił, że reżyser zwrócił się do niego z propozycją roli. Zobaczyłem w "Wojnie...", jak Jeff potrafi być w obrębie jednej sceny zabawny, sympatyczny, choć właściwie z wielu względów zasługujący na potępienie. Przedtem długo się zastanawialiśmy, kogo zaangażować, aż przyszło olśnienie i decyzja była właściwie natychmiastowa - mówił twórca filmu.

Daniels docenił zalety scenariusza. To pełen niespodzianek thriller, ale jednocześnie cały czas trzymacie kciuki za tego dzieciaka, który jest w naprawdę ciężkim położeniu - mówił. Aktor nie ukrywał, że z rolą Lewisa wiązała się poważna trudność; ukazywanie niewidomych na ekranie bywa bowiem bardzo stereotypowe. Jeff, tak jak się spodziewałem, wniósł do roli mnóstwo subtelności - wspominał Frank. - Często, gdy spotykamy niewidomego, w pierwszej chwili nie orientujemy się, że on nas nie widzi. Patrz  na nas jak widzący, by nas nie peszyć. Tak właśnie zachowywał się w wielu scenach Jeff. Aktor dzięki pomocy Michigan Commission of the Blind zapoznał się z podstawami alfabetu Braille'a, sposobami korzystania z pomocy psa-przewodnika, jak również z techniką wchodzenia na schody. Ale, jak twierdzi, najwięcej dały mu rozmowy z ludźmi, którzy - często w dramatycznych okolicznościach - stracili wzrok.

„Świadek bez pamięci” w kinach od 14 marca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

05.03.08

 

14 marca w polskich kinach zadebiutuje film cenionego scenarzysty Scotta Franka
„Świadek bez pamięci”.

Scenariusz filmu, którym Frank debiutuje w roli reżysera, zdążył już obrosnąć legendą. Autor zaczął pracować nad nim jeszcze w końcu lat 80., zanim odniósł sukces w Hollywood. Producent Laurence Mark wspominał: Pamiętam, że pomysł pojawił się niemal dwadzieścia lat temu. Ale Scott zarzucił go na jakiś czas. Musiał zająć się filmem „Tate – mały geniusz”, potem przyszły inne projekty. Tekst zmieniał się, ale cały czas czułem, że jest Scottowi ogromnie bliski, że to kwintesencja jego zainteresowań i stylu.
Tak więc „Świadek bez pamięci”, jak wiele innych hollywoodzkich projektów, przez lata czekał na realizację. Frank z uporem wracał do tekstu, nie tracąc nadziei, że w końcu dojdzie do nakręcenia filmu. Wielokrotnie już paliło się „zielone światło” i wielokrotnie wskutek różnych okoliczności je gaszono, pomimo zainteresowania znanych hollywoodzkich gwiazd. Zaczęło się mówić o „Świadku bez pamięci” jako o jednym z najlepszych niezrealizowanych scenariuszy w Hollywood. – Z czasem zaczęliśmy myśleć, że dzieje się tak nie bez powodu. Tekst był osobisty, naprawdę wyjątkowy. Doszliśmy do wniosku, że powinien się z nim zmierzyć sam jego twórca. I zaczęliśmy namawiać Scotta do reżyserskiego debiutu - mówi producent Walker Parkes.
Scott Frank dał się namówić na chwilową zmianę profesji – w końcu szlify zdobywał przy nie byle jakich produkcjach! Był scenarzystą doskonałych adaptacji prozy Elmore’a Leonarda – „Dorwać Małego” oraz „Co z oczu, to z serca” (nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany). Jak przypomniał Laurence Mark, to Frank napisał także scenariusz do filmu „Tate – mały geniusz”, tekst pełen psychologicznych subtelności. W przypadku „Świadka...” scenarzysta, a zarazem reżyser-debiutant i entuzjasta inteligentnych thrillerów przyznał, że inspiracji szukał nie tylko u amerykańskich mistrzów gatunku. – Zawsze uwielbiałem europejskie thrillery, zwłaszcza francuskie. Intrygowały mnie mrocznym nastrojem oraz postaciami nakreślonymi na przekór schematom, a także rodzajem napięcia, który nie wynika z niespodzianek fabuły. To przede wszystkim postaci, często niejednoznaczne i skomplikowane, angażowały emocje widowni. Zawsze chciałem napisać podobny scenariusz – wyznał Frank.

Chris Pratt (Josheph Gordon-Levitt) po groźnym wypadku samochodowym częściowo traci pamięć. Obiecujący sportowiec, z majętnej rodziny, miał śliczną narzeczoną i perspektywy wielkiej kariery. Teraz trudno mu zapamiętać najprostsze informacje. Mieszka ze swym przyjacielem i mentorem, ociemniałym Lewisem (Jeff Daniels). Udaje mu się zdobyć pracę nocnego sprzątacza w lokalnym oddziale banku. Dawny kumpel ze szkoły, Gary Spargo (Matthew Goode), pomaga mu uwierzyć w siebie, a nawet znajduje mu dziewczynę, striptizerkę Luvlee Lemons (Isla Fisher). Wkrótce jednak wychodzi na jaw, że Gary szykuje wielki skok na bank, w którym zamierza bezwzględnie wykorzystać Pratta…

„Świadek bez pamięci” w kinach od 14 marca.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

01.03.08

 

Nakładem wydawnictwa Świat Książki ukazała się właśnie powieść Dennisa Lehane'a, która stała się podstawą scenariusza reżyserskiego debiutu Bena Afflecka - "Gdzie jesteś, Amando?".

Lehane to ceniony autor thrillerów. Jego  czytelnikiem i wielbicielem jest Bill Clinton, wielokrotnie z uznaniem wyrażał się także o książkach tego autora mistrz horroru i thrillera Stephen King. Największy rozgłos przyniosła mu przeniesiona na ekran przez Clinta Estwooda w 2003 roku "Rzeka tajemnic". Ale już wcześniej Lehane zdobył uznanie fanów inteligentnych thrillerów cyklem powieści o parze detektywów z południowego Bostonu. Składają się nań: "A Drink Before The War" (1994, wyd. polskie pt. "Wypijmy, zanim zacznie się wojna", 2004), "Darkness, Take My Hand" (1996, wyd. polskie pt. "Ciemności, weź mnie za rękę", 2005), "Sacred" (1997, wyd. polskie pt. "Pułapka zza grobu", 2006), "Gone Baby Gone" (1998, wyd. polskie pt. "Gdzie jesteś, Amando?", 2008) oraz  "Prayers for a Rain" (1999). Jego proza charakteryzuje się żelazną konstrukcją, prowokacyjnym tonem oraz doskonałą znajomością opisywanego środowiska.

Lehane odmawia pisania scenariuszy na podstawie swoich książek, ponieważ, jak mówi, nie ma pokusy, by dokonywać niebezpiecznej operacji na swych własnych dzieciach. Po obejrzeniu filmu Afflecka był jednak pełen uznania. - Jest naprawdę zdumiewający - mówił. Obecnie Martin Scorsese pracuje nad ekranizacją "Shutter Island" (2003, wyd. polskie pt. "Wyspa skazańców", 2004) z Leonardo  DiCaprio, a reżyser Josh Olson przymierza się do adaptacji opowiadania "Until Gwen".

Znany aktor Ben Affleck ("Buntownik z wyboru", "Hollywoodland"), który sam pochodzi z Bostonu i jest emocjonalnie mocno związany z tym miastem, po obejrzeniu "Rzeki tajemnic" Eastwooda sięgnął po powieści Lehane'a. Najpierw przeczytał "Gdzie jesteś, Amando?". - Zostałem kompletnie przez tę powieść podbity. Zachwyciła mnie wielostronność portretów postaci i ich ostry rysunek - wspominał aktor i reżyser. - Musiałem się dowiedzieć, kto ma prawa do ekranizacji, bo bardzo chciałem napisać scenariusz na jej podstawie.

Na robotniczych przedmieściach Bostonu, Dorchester, znika bez śladu czteroletnia Amanda. Matka dziewczynki jest uzależniona od alkoholu i narkotyków, co nie ułatwia dochodzenia. Zdesperowani opiekunowie Amandy, ciotka i wuj, zlecają poszukiwania parze młodych prywatnych detektywów, związanych ze sobą także w życiu prywatnym, Patrickowi Kenzie (Casey Affleck) i Angie Gennaro (Michelle Monaghan). Ci wkrótce wpadną na szokujący trop...

Film "Gdzie jesteś, Amando?" już w kinach, a książka pod tym samym tytułem w księgarniach.

B.B.PR dla Forum Film Poland.

28.02.08

 

29 lutego w polskich kinach pojawi się szczególny film debiutującego w roli reżysera Bena Afflecka - "Gdzie jesteś, Amando?".
Pomysł na ten projekt zakiełkował w umyśle aktora w chwilę po przeczytaniu książki cenionego autora thrillerów Dennisa Lehana, którego czytelnikiem i wielbicielem jest m.in. Bill Clinton. Wielokrotnie o książkach tego pisarza wyrażał się z uznaniem także mistrz horroru i thrillera Stephen King. Affleck mówił: Zostałem kompletnie przez tę powieść podbity. Zachwyciła mnie wielostronność portretów postaci i ich ostry rysunek. Bardzo chciałem napisać scenariusz na jej podstawie. 
Wraz z Aaronem Stockardem zasiadł do pracy i tak zaczął się proces dojrzewania aktora-autora-reżysera Afflecka. Panowie spotykali się kilka razy w roku, w miarę swych możliwości, i stopniowo zaczęli tworzyć strukturę narracyjną filmu - bez pośpiechu, z namysłem. W tym czasie Affleck został ojcem, co, jak sam przyznał, zmieniło jego podejście do powieści. Świadomość niebezpieczeństw,  na jakie narażone są dzieci, dotarła do niego z całą mocą: Dopiero sam będąc ojcem, mając pod opieką istotę, dla której gotów jestem umrzeć, w pełni zrozumiałem historię, którą mieliśmy  opowiedzieć. Z pewnością też ojcostwo zmieniło mój początkowy punkt widzenia zawarty w scenariuszu - komentował. Affleck nie planował reżyserowania filmu. Ta myśl stawała się jednak z upływem czasu coraz silniejsza, zwłaszcza gdy prace nad tekstem zbliżały się ku końcowi: Szczerze mówiąc, od dawna marzyłem o reżyserowaniu - mówił. - Ale nabrałem pewności, gdy coraz bardziej zagłębiałem się  w naszą (bo w pewnym sensie stała się już nasza) opowieść.
Producent Alan Ladd poparł ten pomysł: Widziałem, z jakim zapamiętaniem Ben  pracował nad scenariuszem i byłem przekonany, że to naprawdę kawał solidnej roboty. Wbrew obiegowej opinii, aktorzy to świetni reżyserzy. Wystarczy wspomnieć Redforda, Gibsona, Beatty'ego czy Eastwooda. Mam  wrażenie, że Ben do nich dołączy. Co więcej, ma szansę stać się jednym z najlepszych. Potwierdził to swoim spokojnym, ale bardzo konsekwentnym stylem pracy - podkreślał. Szansę reżyser Affleck dobrze wykorzystał, o czym świadczy choćby nominacja do Oscara w kategorii drugoplanowej roli kobiecej dla  grającej w "Gdzie jesteś, Amando?" Amy Ryan.
Na robotniczych przedmieściach Bostonu, Dorchester, zaginęła bez śladu czteroletnia Amanda McCready. Policja daje za wygraną, jednak zdesperowani  opiekunowie zaginionej, ciotka i wuj, zlecają poszukiwania parze młodych prywatnych detektywów,  związanych ze sobą także w życiu prywatnym, Patrickowi Kenzie (Casey Affleck) i Angie Genarro (Michelle Monaghan). Okazuje się, że matka dziewczynki (Amy Ryan) jest mocno uzależniona od alkoholu i narkotyków, co nie ułatwia dochodzenia. Detektywi wpadają na trop sieci dealerów w Dorchester, odkrywają także przypadki molestowania seksualnego. Ale niestety nie przybliża ich to ani na krok do odkrycia zagadki zniknięcia Amandy. Kenzie w końcu wpada na szokujący trop...

"Gdzie jesteś, Amando?" w kinach od 29 lutego.

Informacja własna.

19.02.08

 

Wczoraj w Warszawie miał premierę wyczekiwany przez widzów z niecierpliwością film Paula Thomasa Andersona "Aż poleje się krew". Pokazy specjalne odbywały się od ubiegłego weekendu, zaś w kinach w całej Polsce film będzie wyświetlany od 29 lutego.
Paul Thomas Anderson otrzymał w sobotę w Berlinie Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszą reżyserię, a Jonn Greenwood z Radiohead - za muzykę. Teraz przed twórcami filmu ceremonia wręczenia Oscarów. "Aż poleje się krew" nominowano  w aż ośmiu kategoriach, i to także w tych najważniejszych - najlepszy film, reżyseria oraz główna rola męska. Ta ostatnia nominacja przypadła oczywiście Danielowi Day-Lewisowi.
Paul Thomas Anderson po raz pierwszy podjął się adaptacji cudzego tekstu - książki Uptona Sinclaira "Nafta". Fachowcy uznali, ze to moment dla Andersona wielce niebezpieczny. Powszechnie upatruje się w nim bowiem następcę wielkich amerykańskich reżyserów: Roberta Altmana (Anderson pracował jako drugi reżyser przy jego ostatnim filmie - "Home Prairie Companion") czy Martina Scorsese, słowem, wybitnego twórcę kina autorskiego. Sam reżyser tak tłumaczył swe zainteresowanie tekstem: - Zdarzyło się to jakieś siedem lat temu. Byłem daleko od domu, zobaczyłem pejzaż Kalifornii na okładce, kupiłem książkę, przeczytałem. - Tak narodził się pomysł na film. Intensywna praca nad scenariuszem trwała dwa lata. - Reżyserowanie nie jest dla mnie takie trudne. Natomiast pisanie jest naprawdę pracochłonnym i ciężkim procesem. Zwykle okazuje się, że dziewięć na dziesięć problemów związanych z filmem ma źródło w tekście scenariusza, w jego słabych punktach i niedoskonałościach - mówił reżyser.
Mimo obaw poszło znakomicie. "Aż poleje się krew" to oscarowy pewniak nie tylko dzięki wybitnej kreacji Day-Lewisa. Powszechnie i chyba słusznie porównuje się ten film z "Obywatelem Kanem" i "Skarbem Sierra Madre". Anderson wstąpił tym samym do grona najwybitniejszych filmowców amerykańskich.

Akcja filmu toczy się w Kalifornii u schyłku XIX wieku. Poszukiwacz srebra i nafty Daniel Plainview (Day-Lewis) trafia do miasta Little Boston, gdzie  odkrywa bogate złoża ropy. Rząd dusz sprawuje tu młody, charyzmatyczny  kaznodzieja Eli Sunday (Paul Dano). Plainview bezwzględnymi metodami zaczyna  budować swe naftowe imperium. Perfekcyjne studium upadku, do którego  prowadzi żądza posiadania i władzy.

Polecamy!

"Aż poleje się krew" w kinach od 29 lutego, kolejne pokazy specjalne już w  najbliższy weekend.

Informacja własna.

14.02.08

 

Ben Affleck miewał wzloty i upadki. Na szerokie wody show biznesu wypłynął w wielkim stylu, zdobywając w 1997 roku (wspólnie z Mattem Damonem) Oscara za scenariusz do "Buntownika z wyboru". Potem jednak było o nim głośno przede wszystkim dzięki brukowcom, a to z powodu burzliwego związku z Jennifer Lopez. Aktor, skupiony na sprawach osobistych, podjął kilka niezbyt trafionych zawodowych decyzji i jego kariera znacząco zwolniła. Porównanie jej z pasmem sukcesów Matta Damona, najlepszego przyjaciela Afflecka, nie mogło napawać optymizmem. Dopiero rola w "Hollywoodland" z 2006 roku, która przyniosła Benowi Złoty Glob oraz sporo innych prestiżowych wyróżnień, skierowała jego życie zawodowe na nowe tory. Film "Gdzie jesteś, Amando?", który w polskich kinach pojawi się już 29 lutego, to reżyserski debiut Afflecka. Jak się okazuje, bardzo udany. Chwalony przez krytykę za obsadę i prowadzenie aktorów (nominacja do Oscara za kobiecą rolę drugoplanową dla Amy Ryan), Affleck może być zadowolony - jego kariera znów nabrała rozpędu!

Reżyser-debiutant, dzięki aktorskiemu doświadczeniu, zdawał sobie sprawę, że najważniejszą kwestią jest obsada. Kto jak kto, ale on doskonale wiedział, jak kosztowna może być pomyłka obsadowa! Dlatego nie chciał popełnić błędu. I dlatego też zwrócił się z propozycją zagrania głównej roli do kogoś, kogo zna, powiedzmy, dość dobrze - do swego brata Caseya. Nie wynikało to z nepotyzmu, ale oceny jego aktorskich umiejętności i charakteru postaci, w którą miał się wcielić. Casey  wychował się w Bostonie i znał doskonale miasto, jego charakter i rytm - to ważne. A, co może jeszcze ważniejsze, znam jego najmniejszy tick, wiem, kiedy wypada  prawdziwie, a kiedy się myli i kiedy pojawia się w jego grze nutka, czy choćby cień fałszu. Pomyślałem sobie, że jednym z wielkich wyzwań będzie pokazanie Caseya i jego talentu w sposób, którego widzowie naprawdę się nie spodziewają - tłumaczył swój wybór reżyser.

Casey był zdania, iż w tym przypadku rzeczywiście miał przewagę nad wieloma innymi aktorami i decyzję brata uznał za słuszną. Znam nieźle te niedobre dzielnice Bostonu, mam odpowiedni akcent i wiedzę o tym, jak ludzie w naszym mieście wzajemnie się do siebie odnoszą. Komuś z zewnątrz z pewnością poznanie tego specyficznego środowiska i atmosfery musiałoby zabrać wiele czasu, a rezultaty nie musiałyby być wcale olśniewające. Nas szczęście wygląda na to, że wynik współpracy braci jest co najmniej zadowalający! Dość poczytać, co pisze amerykańska krytyka, ot na przykład: Doskonały okazuje się Casey Affleck. Do tej pory był pozbawionym charyzmy, sprawnym aktorskim rzemieślnikiem. Od momentu sceny konfrontacji w barze ukazuje swą aktorską siłę i bez trudu zdobywa sympatię widowni. (...) Film jest inteligentny i śmiało zmierza w wyznaczonym kierunku. (Mick LaSalle, San Francisco Chronicie). David Edelstein z New York Magazine zauważa: Casey Affleck nie miał jeszcze  nigdy takiego piedestału, jaki wystawił mu brat. I trzeba przyznać, że szansę wykorzystał. O reżyserii Bena Jim Ridley z  The Village Voice pisze: W swym mocnym debiucie Ben Afflleck osiągnął coś niezwykle rzadkiego: nakręcił amerykański film, gdzie kwestie moralne traktuje się serio i bez uproszczeń. 

Na robotniczych przedmieściach Bostonu, Dorchester, zaginęła bez śladu czteroletnia Amanda (Madeline O'Brien). Policja wkrótce daje za wygraną, zwłaszcza że matka dziewczynki jest uzależniona od alkoholu i narkotyków, co nie ułatwia dochodzenia. Zdesperowani opiekunowie Amandy, ciotka i wuj, zlecają poszukiwania parze młodych prywatnych detektywów, związanych ze sobą także w życiu prywatnym, Patrickowi Kenzie (Casey Affleck) i Angie Genarro (Michelle Monaghan). Ci wkrótce wpadną na szokujący trop...

"Gdzie jesteś, Amando?" w kinach od 29 lutego.

Informacja własna.

11.02.08

 

Już za dni parę Walentynki i za dni parę "27 sukienek" na ekranach polskich kin. To z pewnością najlepsza propozycja na tegoroczny Dzień Zakochanych. Dlaczego? Bo w  "27 sukienkach" miłości jest za dwie. siostry! 

W postać głównej bohaterki - Jane, wciela się Katherine Heigl, która wyrasta na najgorętszą młodą gwiazdę Hollywood. Popularny portal dla mężczyzn AskMan.com ogłosił niedawno ranking 99 najbardziej pożądanych i atrakcyjnych kobiet na świecie. Ku zaskoczeniu wielu, na pierwszym miejscu znalazła się właśnie Katherine! W "27 sukienkach" piękna aktorka wciela się w  wieczną druhnę, która sama nie może wyjść za maż. Obok niej niezwykle ważną postacią jest jej młodsza siostra Tess. Miłosne zawirowania tych dwóch młodych dam są kanwą, na której  osnuto opowieść. A zawirowania są spore, bowiem obie dziewczyny mają na oku jednego przystojniaka.

Kłopot Jane z Tess polega na tym, że jako starsza siostra zawsze cierpliwie naprawiała jej błędy i tuszowała gafy czy pomyłki -  tłumaczyła Heigl. - Obydwie naprawdę bardzo się kochają, lecz z wiekiem taki układ przysparza obu kobietom wielu kłopotów. Do roli Tess wybrano Malin Akerman, którą niedawno oglądaliśmy w brawurowej roli koszmarnej (pod każdym względem oprócz urody) żony Bena Stillera w komedii "Dziewczyna moich koszmarów". Myślę, że Tess to przykład typowej młodszej siostry - komentowała aktorka. - Od lat jest w jakimś sensie w cieniu Jane, a jednocześnie doskonale wie, jak nią  manipulować, by osiągnąć swoje cele. W dodatku trochę wariuje, gdy postanawia koniecznie wydać się za mąż. A trzeba pamiętać, że los samotnej siostry jest dla niej ważnym ostrzeżeniem. W głębi duszy to jednak racjonalna osoba, kochająca rodzinę, w tym i Jane. 

Kostiumolog Catherine Marie Thomas tłumaczyła, jak poprzez kostiumy oddała charaktery bohaterek. Jane jest śliczna, ale nigdy zbyt efektowna. Tess przeciwnie, lubi mocne efekty, uwielbia zwracać na  siebie uwagę. W scenie spotkania z Georgem (Edward Burns), gdy serce Jane zostaje złamane, wszystkie  kobiety oprócz Tess ubrane są w stonowane, ciemne suknie. Tess błyszczy wyzywającą żółcią w swej króciutkiej sukience bez pleców. Biedna Jane nie ma z  nią szans - wiadomo, na kogo będzie patrzył George.

Heigl początkowo obawiała się, że widzowie nie bardzo uwierzą, że mają do czynienia z siostrami. Wydawało mi się, że ja i Malin bardzo różnimy się od siebie pod względem urody i stylu bycia. Ale potem postanowiłyśmy obdarzyć  nasze bohaterki zbliżonymi manieryzmami, podobnymi zachowaniami. Przećwiczyłyśmy nasze pomysły i okazało się, że świetnie zadziałały. Gdy udawałyśmy się na zdjęcia do  Providence, czwórka czy piątka ludzi spytała nas, czy jesteśmy siostrami. To znaczy, że sprawiłyśmy się nieźle - opowiadała. 

Jane (Heigl) jest młoda, romantyczna i całkowicie pozbawiona egoizmu. Wielokrotnie była druhną, ale nic nie wskazuje na to, by sama miała wyjść za mąż. Kiedy jednak Tess (Akerman), młodsza siostra Jane, zdobywa serce jej szefa  George'a (Burns) - w którym Jane od dawna potajemnie się kocha - dziewczyna ma  dość. Zawsze przede wszystkim troszczyła się o innych, już dwadzieścia siedem razy  pełniła rolę druhny, na co dowodem jest tyleż fantazyjnych sukienek w jej szafie. Teraz po raz pierwszy  postanawia zadbać o siebie. Spotkanie z cynicznym na pozór dziennikarzem Kevinem (James Marsden), który pisuje sprawozdania z nowojorskich ślubów, niespodziewanie odmienia losy Jane. 

"27 sukienek" w kinach od 14 lutego.

Informacja własna.

05.02.08

 

Największe wydarzenie filmowe ostatnich miesięcy już wkrótce na polskich ekranach! "Aż poleje się krew", król oscarowych nominacji (aż osiem, w tym najważniejsze: dla najlepszego aktora, reżysera i filmu), zdobywca Złotego Globu dla najlepszego aktora w dramacie oraz film walczący o Złotego Niedźwiedzia w konkursie głównym tegorocznego Berlinale, u nas zadebiutuje już 15 lutego, na pokazach przedpremierowych. 29 lutego będzie go zaś można oglądać w kinach w całym kraju.

Nie od dziś wiadomo, że Daniel Day-Lewis jest jednym z najwybitniejszych aktorów ostatnich lat. Wielokrotnie nominowany do prestiżowych nagród i uhonorowany Oscarem za "Moją lewą stopę", jest wyjątkiem na tle współczesnego Hollywood. Ma jednocześnie imponujący dorobek sceniczny i sukcesy w pracy przy wielkich produkcjach kostiumowych, jak "Wiek niewinności" Martina Scorsese, oraz filmach ważnych społecznie, jak wybitne dzieło Jima Sheridana "W imię ojca". Brytyjczyk, który bez problemu funkcjonuje w Fabryce Snów, nie zapominając jednak o swoim ojczystym rynku! To wszystko sprawia, że porównuje się go raczej do gwiazd złotej ery Hollywood niż do współczesnych celebrytów.

"Aż poleje się krew" opowiada o Kalifornii schyłku XIX wieku. Poszukiwacz srebra Daniel Plainview (Day-Lewis) ponosi kolejną klęskę. Po kilku latach Daniel wraz ze swym synem, H.W., trafia do miasta Little Boston, ogarniętego gorączką nafty. Rządy sprawuje tu charyzmatyczny kaznodzieja Eli Sunday. Plainview trafia na bogate źródło ropy i bezwzględnymi metodami zaczyna budować swe naftowe imperium. 

Opowieść jest zanurzona w amerykańskiej historii, brytyjskość Day-Lewisa mogła więc być poczytana za przeszkodę. Jednak reżyser filmu Paul Thomas Anderson uznał ją wręcz za atut. A to dlatego, że aktor stawał się pełnym uwagi zewnętrznym obserwatorem. Taki obserwator dostrzega zaś często więcej niż ktoś, kto od urodzenia tkwi w rodzimej kulturze. Przygotowując się do występu, zapoznałem się z wieloma  pamiętnikami z epoki. Okazuje się, że względnie ustabilizowani ludzie z niższej klasy średniej - nauczyciele, urzędnicy, handlowcy - porzucali rodziny, żony i dzieci, by udać się na Zachód, zwłaszcza w czasie gorączki złota, a potem gorączki nafty - zauważa Day-Lewis. - Myśleli bez wytchnienia o tym, jak  zarobić łatwe pieniądze. Było w tym coś ze zwierzęcego instynktu, a jednocześnie ten przerażający i jednocześnie pociągający dekadenckich Europejczyków entuzjazm, charakterystyczny  dla Nowego Świata. Myśląc o koncepcji roli, Day-Lewis odkrył, że różni się ona znacząco od innych jego występów w "klasycznych" kostiumowych filmach. Uważam, i  inni uważają chyba podobnie, że dobrze wypadam w kostiumie, ponieważ mam niezły profil oraz spore zdolności do wyraźnej artykulacji i łatwość w opanowywaniu różnych  akcentów. Ale w tym szczególnym przypadku należało moim zdaniem pamiętać o pewnej istotnej kwestii. W Ameryce, inaczej niż w Europie, niezbyt się ufa sile języka,  zwłaszcza jeśli chodzi o orację. Szczególnie dotyczy to amerykańskiego Zachodu.  Dowody? Spójrzcie tylko na George'a W. Busha. Jestem pewien, że gdyby tylko dokonał takiego wyboru, to mógłby wyrażać się jak dobrze  wyedukowany członek elit z Nowej Anglii. Ale on doskonale wie, że wtedy wielu jego wyborców by mu  nie zaufało. Zatem woli wyrażać się inaczej. I trzymać ręce tak, jakby przed chwilą rozstały się z  siekierą albo z innym prostym narzędziem. A zdania składa z pewnym, chyba udawanym w jakiejś  mierze, wysiłkiem. Gdyby było inaczej, nie sprawiałby wrażenia, że jest ciągle jednym z nich, prostych ludzi. Takie obserwacje przyczyniły się do sposobu  budowania roli Plainviewa. Aktor bowiem założył, że ważniejsza niż uwodzicielskie  talenty do przemawiania, których bohaterowi zresztą nie brak, jest mowa  ciała i gestów, raz spontaniczna, raz wystudiowana, często zresztą przecząca słowom. 

Czy taki pomysł na budowanie roli był trafiony, ocenią już 24 lutego członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej.

"Aż poleje się krew" we wszystkich kinach od 29 lutego.

Informacja własna.

31.01.08

 

Która dziewczyna nie marzy, by zaprojektowano dla niej piękną balową suknię, a jeszcze lepiej kilka pięknych balowych sukien?

Katherine Heigl, odtwórczyni głównej roli w zapowiadającym się na hit nadchodzących walentynek filmie "27 sukienek" to w tej kwestii najprawdziwsza szczęściara. Wskazuje na to już sam tytuł filmu. A na planie było ich jeszcze więcej! Dla wcielającej się w postać "etatowej" druhny Heigl autorka kostiumów Catherine Marie Thomas zaprojektowała aż pięćdziesiąt sukienek. Prace odbywały się w ścisłym porozumieniu z reżyserką Anne Fletcher. Panie miały przy tym sporo zabawy. Thomas przyznała, że postanowiły sobie poszaleć: Pomyślałam, że można w tych strojach oddać ból i kłopotliwość noszenia kreacji w wymyślnym stylu. Nie bez znaczenia były bogate doświadczenia Fletcher jako choreografki. Chciałam, żeby te sukienki wyglądały jak kostiumy, w których można wykonać jakiś olśniewający numer - podkreślała.

Z zestawu pięćdziesięciu sukienek stopniowo eliminowano projekty najmniej udane lub też słabo  pasujące do klimatu filmu. Ulubioną kreacją Katharine Heigl była suknia nazwana "Przeminęło z wiatrem" lub też "Wesele na plantacji", w stylu, z  którego - według słów aktorki - byłaby dumna Scarlett O'Hara. Uszyto ją z żółtego jedwabiu, z pomarańczowymi kwiatami, białą parasolką i żółtymi butami na wysokich obcasach jako dodatkami. Inne fantazyjne kreacje to wściekle różowa "Bahama Mama", "Kowbojska Sukienka", "Sukienka Podwodna" czy wreszcie "Sukienka Wymiotna" (!). 

Ale przy "27 sukienkach" poszalała nie tylko autorka kostiumów. Wszystkie  suknie miały przecież związek ze ślubami. Każda scena ślubu była skomplikowanym  przedsięwzięciem logistycznym. Widz musiał  zobaczyć cały przepych tych widowiskowych wesel i nie stracić z oczu bohaterów - mówiła reżyserka. 27  sukienek i 27 wesel? Dotąd filmowy rekord wynosił cztery. Czas to zmienić!

Jane (Katherine Heigl) jest etatową druhną - pełniła tę rolę już 27 razy. Niestety, nic nie wskazuje na to,  by sama też miała w końcu stanąć na ślubnym kobiercu. A przecież nawet 27 najpiękniejszych sukienek  nie zastąpi prawdziwej, odwzajemnionej miłości! Kiedy więc Tess (Malin Akerman), młodsza siostra Jane, zdobywa serce jej szefa George'a (Edward Burns) - w którym Jane skrycie się podkochuje - dziewczyna ma serdecznie dość wiecznego bycia na drugim planie. Spotkanie z cynicznym dziennikarzem Kevinem (James Marsden), który pisuje niezwykle złośliwe sprawozdania z nowojorskich ślubów, w nieoczekiwany sposób zmieni losy Jane.

"27 sukienek" jako specjalny prezent walntynkowy w kinach 14 lutego.

Informacja własna.

22.01.08

 

Miniony weekend w amerykańskich kinach przyniósł wielki sukces filmowi, który już niedługo pojawi się i na polskich ekranach. Przez zaledwie trzy dni najnowsza komedia miłosna "27 sukienek" zarobiła niemal 22 i pół miliona dolarów! Film, który sprawił tak ogromną niespodziankę, ma już polskiego dystrybutora - Forum Film, a jego premierę zapowiedziano na długi, walentynkowy weekend, począwszy od 14 lutego.

Ale "27 sukienek" tylko z pozoru zaskakuje rekordem frekwencyjnym. Twórcy filmu to przecież gwiazdy amerykańskiej komedii! Reżyserka Anne Fletcher ma swój udział w sukcesie "Czterdziestojednoletniego prawiczka", wyreżyserowała też cieszące się wielkim powodzeniem widowisko "Step Up - Taniec zmysłów". Scenarzystka Aline Brosh McKenna jest z kolei niezwykle ceniona za adaptację książki Lauren Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady". Jednak największy talent komediowy bez wątpienia zauważymy u aktorki wcielającej się w rolę głównej bohaterki filmu, Jane - Katherine Heigl. Młodą wykonawczynię poznaliśmy już w nagradzanej, przezabawnej "Wpadce" Judda Apatowa. 

Producent "27 sukienek" Jonathan Glickman po obejrzeniu "Wpadki" doszedł do wniosku, że właśnie narodziła się gwiazda. Nie mylił się! Rzecz jasna, Heigl brylowała już wcześniej w bardzo popularnym serialu "Chirurdzy", a za rolę doktor "Izzie" Stevens zdobyła w zeszłym roku nagrodę Emmy. Jednak zdaniem Glickmana, dopiero jej występ w komedii Apatowa stworzył nową jakość. Zachwyciła mnie jej świeżość i energia. Bardzo chcieliśmy pozyskać Katherine do naszego nowego projektu. I udało się! - wspominał wielce rozradowany producent. Kluczem do osobowości Jane jest moim zdaniem to, że jak wielu innych ludzi, po prostu lubi robić coś, w czym czuje się dobra - tłumaczyła aktorka. - A ona kocha być druhną. Ale w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że stała się postacią drugoplanową w swoim własnym życiu. I tak też wszyscy ją traktują. Aktorka uważała, że w scenariuszu postać została narysowana wiarygodnie i zdecydowaną kreską, co ułatwiło jej podjęcie decyzji o przyjęciu roli. Moja bohaterka jest zabawna i ma wielki wdzięk, choć rzecz jasna, także spore kłopoty z samą sobą. Byłam zdania, że to wymarzona postać komediowa. Rodzaj humoru zawarty w tekście bardzo mi odpowiadał. 

Jane (Katherine Heigl) ma za sobą niejeden ślub - już 27 razy była druhną! W jej szafie wisi tyleż fantazyjnych sukienek. Ale cóż z tego, skoro nic nie wskazuje na to, by sama miała zostać panną młodą. Co prawda kocha się potajemnie w swoim szefie George'u (Edward Burns), ale jego serce zdobywa młodsza siostra Jane, Tess (Malin Akerman). Jane, choć zawsze przede wszystkim troszczyła się o innych, teraz wreszcie postanawia zadbać o siebie. Traf chce, że na jej drodze staje cyniczny dziennikarz Kevin (James Marsden), pisujący złośliwe sprawozdania z nowojorskich ślubów. Wydaje się, że nie może być bardziej niedobranej pary.

"27 sukienek" w kinach 14 lutego - w Dzień Świętego Walentego!

Informacja własna.

16.01.08

 

Żadna opowieść o niewinnej księżniczce nie może się obejść bez prawdziwie czarnego charakteru i pięknych piosenek. W "Zaczarowanej", najnowszej produkcji studia Disney-Pixar, jest i jedno, i drugie. Złą, żądną władzy królową Narissę zgodziła się zagrać jedna z najwybitniejszych obecnie amerykańskich aktorek filmowych, Susan Sarandon (w polskiej wersji - Grażyna Barszczewska). Tak tłumaczyła motywy swej decyzji: Spodobało mi się w tej historii zwłaszcza to, że księżniczka nie jest bezradna, choć na początku jej naiwność nie ulega wątpliwości. Ale ma energię i siłę i to ona w końcu ratuje księcia, a nie on ją. Poza tym pomysł, by spojrzeć na nowo na klasyczne postaci z tradycji Disneya wydał mi się naprawdę oryginalny, ożywczy i dobrze przeprowadzony. A nie oszukujmy się - w Hollywood nie ma nowych, naprawdę oryginalnych konceptów zbyt wiele. Twórcy polskiej wersji językowej zadbali o piosenki i dobre głosy. Oprócz świetnych aktorów, wśród których znaleźli się m.in. Artur Żmijewski (użyczający głosu prawnikowi Robertowi) i Anna Dereszowska (wcielająca się w rolę Nancy), usłyszymy charakterystyczne dla filmów Disneya utwory. Jeden z nich - zatytułowany "Długo i szczęśliwie" - wykonała Ewelina Flinta. To już moja druga współpraca z Disneyem (wcześniej zaśpiewałam melancholijny, przepiękny utwór "Gdy nastanie znów świt" do bajki "Rogate ranczo") i mam nadzieję, że nie ostatnia - mówi wokalistka. - Muszę przyznać, że podpisuję się całym sercem pod słowami piosenki z "Zaczarowanej": Trzeba śnić, dzieckiem być, w siłę bajki uwierzyć - otwórz zamknięte drzwi, gdzieś tam można żyć... długo i szczęśliwie! A jakich refleksji dostarczyła piosenkarce ta podróż w dziecięcy świat? Zaśpiewanie piosenki "Długo i szczęśliwie" było bardzo przyjemnym wyzwaniem. Przyjemnym, bo inspirowały mnie pocałunki Patricka Dempseya, odtwórcy jednej z głównych ról, przezabawna kreacja Susan Sarandon w roli wiedźmy i popis fantazji, barw, choreografii i humoru rodem z krainy Disneya. Wyzwaniem zaś, bo rozpiętość dźwięków skomponowanych przez Alana Menkena, wybitnego pianistę i laureata kilku Oscarów (za piosenki do "Dzwonnika z Notre Dame" czy "Pięknej i bestii"), była spora. Będzie więc czego posłuchać i na co popatrzeć!

Księżniczka Giselle (Amy Adams) zostaje usunięta przez złą królową Narissę (Sarandon) z magicznego, animowanego świata Andalazji. A właśnie miała poślubić swego wymarzonego księcia Edwarda (James Marsden)! Giselle trafia do współczesnego Nowego Jorku i początkowo, przerażona całkowicie obcym jej światem, myśli tylko o tym, by powrócić do baśniowej krainy. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać uroki rzeczywistości, zwłaszcza gdy poznaje sympatycznego prawnika, Roberta Philipa (Patrick Dempsey) i jego sześcioletnią córkę, Morgan (Rachel Covey). Tymczasem na Manhattan przybywa także Edward wraz z przyjaciółmi, by odnaleźć księżniczkę. Zła królowa też, rzecz jasna, nie próżnuje...

"Zaczarowana" w kinach od 18 stycznia.

Informacja własna.

11.01.08

 

Już wkrótce w kinach pojawi się absolutnie oryginalna baśń umiejętnie łącząca tradycję animacji disnejowskich ze współczesną wirtuozerską komedią romantyczną  - "Zaczarowana". Księżniczka Giselle (Amy Adams) zostaje usunięta przez złą królową Narissę (Susan Sarandon) z magicznego, animowanego świata Andalazji i trafia do współczesnego Nowego Jorku. Jest przerażona, z czasem jednak zaczyna dostrzegać uroki rzeczywistości, zwłaszcza gdy  poznaje sympatycznego prawnika, Roberta Philipa (Patrick Dempsey) i jego sześcioletnią córkę, Morgan (Rachel Covey).

Studio Disneya sprawiło wiele radości niejednemu pokoleniu dzieci na całym świecie. Reżyser "Zaczarowanej" Kevin Lima, pracując nad scenariuszem, postanowił zawrzeć w nim wiele zawoalowanych aluzji do dawnych produkcji Disneya. Nazwiska i fragmenty dialogów przywodzące na myśl sceny z "Królewny Śnieżki" nazwał "chwilami księżniczki". Twórcy byli pewni, że ich tropienie dodatkowo rozbawi tych, którzy wychowali się na filmach Disneya. Postanowili posunąć się o krok dalej, obsadzając w filmie aktorki, których głosy są nierozerwalnie związane z animacjami spod tego znaku. I tak Jodi Benson (głos Małej Syrenki) wystąpiła jako Sam, asystentka Roberta, a Paige O' Hara (Piękna z "Pięknej i Bestii") wcieliła się w postać Trish, aktorki z opery mydlanej.

Na tym nie koniec. Jest tu też postać łącząca dwa światy, swoim zachowaniem komentująca  postępowanie bohaterów. To hołd dla dawnych animatorów Disneya, którzy tego typu pełne ekspresji zwierzęce postaci doprowadzili do perfekcji. A dzisiaj mamy do dyspozycji niesamowite komputerowe możliwości techniczne. Więc zabraliśmy się za wiewiórkę Pipa - mówił reżyser. 

Hołdem dla disnejowskiej tradycji jest także animowana kraina Andalazji, która (choć na ekranie widzimy ją tylko przez dziesięć minut) zaczęła powstawać na dziewięć miesięcy przed zdjęciami do aktorskiej części filmu. Użyto przede wszystkim tradycyjnych, w wielkiej mierze zarzuconych już technik ręcznie malowanej animacji, w celu uzyskania efektu "skondensowanego stylu Disneya". James Baxter, legendarny animator z tego studia, był wzruszony. To, co ujęło mnie w tym projekcie, to wrażenie nostalgii, ale bez mazgajstwa. Animowany świat traktujemy jako całkowicie realny, z szacunkiem dla reguł, które w nim panują. Bo jest realny - zamieszkał na stałe w wyobraźni milionów ludzi. Pokazujemy coś nowego, a jednocześnie nie tracimy kontaktu z klasyką. Aby świat ten uczynić jeszcze bardziej spójnym i baśniowym, polski dystrybutor, Forum Film, postanowił zaproponować widzom rodzimą wersję językową. Zaproszono do współpracy wybitnych polskich aktorów i wokalistów, m.in.: Annę Dereszowską, Grażynę Barszczewską, Danutę Szaflarską, Ewelinę Flintę, Artura Żmijewskiego, Damiana Aleksandra oraz Andrzeja Grabowskiego. Z pewnością zabrzmi to bajecznie!

"Zaczarowana" w kinach od 18 stycznia.

Informacja własna.

08.01.08

18 stycznia na ekranach kin zagości niezwykły film - coś, czego jeszcze nie było: niesamowite połączenie animacji rodem z klasycznych produkcji Disneya i współczesnej komedii romantycznej, czyli "Zaczarowana".

Kluczową postacią filmu jest zaczarowana księżniczka Giselle (Amy Adams). Tworząc tę postać, filmowcy postanowili połączyć najważniejsze cechy takich klasycznych bohaterek, jak Królewna Śnieżka, Piękna z "Pięknej i bestii", Śpiąca Królewna oraz Kopciuszek. Gdy świat ją rozczarowuje, Giselle (na wzór swych poprzedniczek) śpiewa. Tak wyraża swą tęsknotę za wymarzonym Księciem. Niestety, królowa Narissa - w tej roli wybitna Susan Sarandon - nie pragnie wcale szczęśliwego małżeństwa Księcia, bo ceni sobie przede wszystkim władzę, którą by wtedy straciła. Zamienia więc Giselle w zwykłą kobietę, która trafia do współczesnego Nowego Jorku. 

Aby znaleźć idealną księżniczkę z bajki, zorganizowano żmudne przesłuchania. Gdy pojawiła się Amy Adams, wszystko stało się jasne. Reżyser Kevin Lima był pod wrażeniem jej naturalności. Podkreślał, że właśnie takiego wcielenia czystości i naiwności szukał. Aktorka tak zaś opisywała swą pracę na planie: Kevin, jak wiadomo, przybył ze świata animacji, który zna i rozumie bardzo dobrze. Dawał mi więc dużo pożytecznych wskazówek. Ale słuchał też moich sugestii. Wychowałam się w prowincjonalnym Colorado, od dzieciństwa oglądałam klasyczne produkcje disnejowskie, więc wczułam się w postać bohaterki bez większych trudności. Jako dziewczynka chciałam być księżniczką. Teraz wiem, że o wiele łatwiej być księżniczką animowaną: nie trzeba wykonywać numerów kaskaderskich, tańczyć ani śpiewać. A to doprawdy dość ciężka robota! 

Film zobaczymy w polskiej wersji językowej, w której postaciom użyczyli swoich głosów wyśmienici aktorzy, m.in.: Anna Dereszowska, Danuta Szaflarska, Grażyna Barszczewska, Artur Żmijewski i Andrzej Grabowski.

"Zaczarowana" w kinach od 18 stycznia, a pokazy przedpremierowe już w najbliższy weekend (11-13 stycznia).

Informacja własna.

03.01.08

 

Przebój nadchodzących tygodni - "Skarb narodów: Księga tajemnic" to nie tylko wielka fikcyjna przygoda. Dla ekipy i gwiazd praca nad filmem również była nie lada eskapadą! Filmowcy zaliczyli kilka lokalizacji, o których nie mogli nawet marzyć. Począwszy od Universal Studios, w których wybudowano niewyobrażalne dekoracje przenoszące widzów w czasy zamachu na prezydenta Lincolna oraz te do złudzenia przypominające słynny Gabinet Owalny w Białym Domu. Poprzez gmach Biblioteki Kongresu, w którym mogli kręcić tylko w nocy. Aż po Paryż i Londyn, w którym nakręcono scenę szaleńczego pościgu. Scenę tę kręcono głównie w weekendy, z wielką pomocą miejscowej policji. O wiele łatwiej byłoby, gdyby Londyn zagrało inne europejskie, a mniej zatłoczone miasto, ale producent - Jerry Bruckheimer nawet słyszeć nie chciał o takim rozwiązaniu. Nie bez racji uważał, że tamtejszy klimat jest nie do podrobienia. Była to podobno najpotężniejsza tego typu scena nakręcona w stolicy Anglii od wielu lat! 

Jednak najbardziej niesamowite chwile ekipa przeżyła w trakcie zdjęć w Południowej Dakocie, gdzie w Mount Rushmore są wyryte gigantyczne rzeźby głów prezydentów USA: Jerzego Waszyngtona, Abrahama Lincolna, Thomasa Jeffersona oraz Theodore'a Roosevelta. Mount Rushmore National Memorial powstał w latach 1927-1941 z inicjatywy Johna Gutzona de la Mothe Borgluma, pod którego kierunkiem pracowało ponad 400 rzeźbiarzy. Powstanie gigantycznej rzeźby inspirował Sfinks w Gizie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie dla wszystkich rzeźba National Memorial to symbol triumfu amerykańskiej demokracji. Black Hills w Dakocie były dla Indian Lakota ziemią świętą, centrum świata. Monumentalne rzeźby w tym akurat miejscu były dla nich bolesnym znakiem supremacji białego człowieka. Obecnie opiekę nad rzeźbą i przyległymi terenami po raz pierwszy w historii sprawuje Indianin - Gerard Baker. Ci czterej prezydenci mieli wielkie zasługi dla naszego kraju i demokracji. Trzeba jednak pamiętać o wielu negatywnych wydarzeniach, dotyczących zwłaszcza indiańskich narodów, które miały miejsce podczas ich rządów. Nie po to jednak, by rzucać łatwe i gniewne oskarżenia, ale po to, by nie popełniać dawnych błędów - tłumaczył swe stanowisko Baker. Docenił on troskę filmowców, by nie naruszyć terenów w Mount Rushmore. Przed rozpoczęciem zdjęć w tamtym rejonie, 20 kwietnia 2007 roku, odbyła się tradycyjna, indiańska ceremonia błogosławieństwa całego przedsięwzięcia, w której wzięli udział między innymi Nicolas Cage, Diane Kruger, Jon Voight i Justin Bartha. Sceneria Mount Rushmore po raz pierwszy od czasów słynnej sceny pościgu z "Północ - północny zachód" Alfreda Hitchcocka została wykorzystana na taką skalę w fabule filmowej. 

Benjamin Franklin Gates (Nicolas Cage) po raz kolejny wyrusza w podróż przez zagadki historii. Tym razem z ojcem, Patrickiem (Voight), profesorem uniwersytetu, poszukują osiemnastu zaginionych kart z dziennika Johna Wilkesa Bootha, zabójcy prezydenta Abrahama Lincolna. Treść tych stron i cała tajemnicza księga nie pozawala spocząć nie tylko im. Historyczna tajemnica rozbudza wyobraźnię wielu, niekoniecznie poczciwych, fascynatów skarbów i zagadek. W rolach głównych plejada gwiazd - Nicolas Cage, Jon Voight, Diane Kruger, Helen Mirren, Ed Harris i Harvey Keitel.

"Skarb narodów: Księga tajemnic" w kinach od 4 stycznia.

Informacja własna.

 
 

LISTA INFORMACJI

"Wątpliwość" z Meryl Streep na Camerimage i polskich kinach
04.12.2008
Hannah Montana, Travolta i "Piorun"
26.11.2008
Sekrety "Pioruna" (i Lassetera)
24.11.2008
Lubaszenko u Lubaszenki
23.11.2008
"39 i pół" w "Piorunie", czyli Karolak chomikiem
14.11.2008
Jak Szyc został "Piorunem"
05.11.2008
Futbolowe "Lajdis" u Lubaszenki!
04.11.2008
"High School Musical 3: Ostatnia klasa" - szkoła z marzeń
23.10.2008
Wilczak gra geja
22.10.2008
Polska premiera roztańczonego "High School Musical 3: Ostatnia klasa"
20.10.2008
"High School Musical" nie ubiera się u Prady
15.10.2008
Zagrobelny w dubbingu rekordowego "High School Musical 3: Ostatnia klasa"
13.10.2008
Teledysk do "High School Musical" już gotowy
06.10.2008
Przybylska jest facetem!
01.10.2008
Lubaszenko znów kręci!
26.09.2008
Kultowy "High School Musical" i nowy klip
15.09.2008
Hello, Wall-E! - modny robot i słynny musical
16.07.2008
Wall-E nowym R2-D2
14.07.2008
Peter Gabriel śpiewa dla Pixara
07.07.2008
"Wall-E" na czele amerykańskiego box-office'u!
30.06.2008
Stenka komputerem pokładowym
26.06.2008
"Ruiny" w księgarniach i na ekranach
13.06.2008
Majowie, "Ruiny" i odcięte kończyny
11.06.2008
Piątek, trzynastego i horror Smithów!
05.06.2008
"Książę Kaspian" przed premierą, kolejna "Narnia" w planach
28.05.2008
"Ruiny" Bena Stillera
22.05.2008
Spektakularne otwarcie "Księcia Kaspiana" w Stanach!
19.05.2008
Ben Barnes - nowy idol z "Księcia Kaspiana"
15.05.2008
Opowieści z polskiej Narnii
07.05.2008
"Opowieści z Narnii: Książę Kaspian" - dojrzalej i waleczniej
19.04.2008
Olivier Gruner, walki i bezprawie w "Skorumpowanych"
16.04.2008
Englert kontra Trela
11.04.2008
Odważne role pięknej Olgi Bołądź
04.04.2008
"Skorumpowani" - sensacyjny film, sensacyjne zaginięcie gwiazdora!
01.04.2008
Max Ryan - 
"skorumpowany" dżentelmen
27.03.2008
"Skorumpowani" - dziś teaser plakatu, jutro zwiastun
17.03.2008
"Skorumpowani" - to się zdarzyło naprawdę...
14.03.2008
Jeff Daniels i "Świadek bez pamięci"
07.03.2008
"Świadek bez pamięci" - scenariusz-legenda na ekranach
05.03.2008
Powieściowe poszukiwania Amandy
01.03.2008
Dojrzewanie Bena Afflecka
28.02.2008
Laureat Srebrnych Niedźwiedzi już w Polsce!
19.02.2008
Jak Affleck z Affleckiem
14.02.2008
"27 sukienek", Walentynki i pożądana Katherine
11.02.2008
Daniel Day-Lewis naśladuje Busha
05.02.2008
"27 sukienek" i jedna prawdziwa miłość
31.01.2008
Przebojowe "27 sukienek" także w Polsce!
22.01.2008
Dobra Flinta i zła Sarandon
16.01.2008
"Zaczarowana" - z szacunku do tradycji
11.01.2008
Jak ciężko być zaczarowaną księżniczką
08.01.2008
Indiańskie tajemnice i "Skarb narodów"
03.01.2008